niedziela, 30 września 2012

Chapter Fourth.

Lexi

          Jeszcze miesiąc temu po usłyszeniu budzika z rana nie byłabym zadowolona. Zakryłabym twarz poduszką i byłabym zła, za to,że muszę iść do szkoły. Poszłabym do łazienki, ogarnęła się w bardzo długim czasie, wyrzuciłabym wszystkie ciuchy z szafy zanim znalazłabym coś odpowiedniego do ubrania. Zjadłabym 'śniadanie' w dwie minuty i ruszyłabym wolnym krokiem do szkoły, jak zawsze byłabym spóźniona.
        Tak właśnie wyglądał mój normalny dzień jeszcze miesiąc temu. Ale nie dziś. Wstałam jeszcze kilka minut przed budzikiem. Wzięłam szybki prysznic,włosy upięłam w luźnego koczka. Lekki makijaż, czarne rurki, biały top, brzoskwiniowa mgiełka i miętowe Vans'y. Byłam gotowa do wyjścia. Wychodząc z pokoju chwyciłam swoja torbę i zeszłam do kuchni. Szybkie śniadanie i wyjście do szkoły. Tym razem nie chciałam się spóźnić.

Bella

         Lexi to moja najlepsza przyjaciółka. To dzięki niej jestem tym,kim jestem. Jeszcze parę lat temu byłam cichą myszka. Nie udzielałam się,siadałam na końcu klasy, byłam klasowym popychadłem. Wszystko zmieniło się, kiedy Lexi przyszła do naszej szkoły. Ze swojej poprzedniej została wyrzucona za zbyt wile bójek. Kiedy ja wchodziłam do szkoły czułam strach. A ona . ? Była tutaj pierwszy raz, a już czuła się 'królową'. Schodziłam jej z drogi. A w głębi ducha modliłam się,żeby nigdy mnie nie spotkała. Już sobie to wyobrażałam. Lexi po pierwszym spojrzeniu na mnie nie może przestać się śmiać,a ja z wielkim burakiem na twarzy uciekam do szkolnej toalety. Później,aż do końca szkoły dziewczyna prześladuje mnie. Yghrr. Stare, bardzo złe czasy, o których lepiej zapomnieć.
         Jednak scenariusz naszego spotkania był zupełnie inny. Mianowicie byłam w sklepie i przymierzałam sukienkę na przyjęcie urodzinowe mojego taty. Przeglądałam się w lustrze przed przymierzalnią. Kątem oka ujrzałam Lexi, która przyglądała mi się przez chwilę,a już po chwili zniknęła za stosami innych ciuchów. Odetchnęłam z ulgą.
-Myślę,że ta będzie na Tobie wyglądała lepiej. Ta,którą masz teraz postarza Cię.-mówiła z uśmiechem,a w ręku trzymała brzoskwiniową sukienkę przewiązaną w talii pasem,zawiązanym na końcu w kokardkę. Przerażona wzięłam od niej sukienkę.
-Jest śliczna. Zaraz ją przymierzę.
-Jeżeli nie chcesz nie musisz --
-Nie, nie.! Naprawdę. ..
-Coś nie mówiłaś tego z przekonaniem.
-Po prostu ... Jestem zdziwiona,że ty ...-nie potrafiłam dobrać odpowiednich słów.
-Że ja ...?
-No wiesz...wydajesz się być typem dziewczyny, która woli dokuczać niż pomagać...
-Przykro,że tak o mnie myślisz...
-Nie!..to znaczy ..przepraszam... Wcale tak nie myślę, ja tylko...-mieszałam się we własnych słowach.
-Wszystko okey-Lexi roześmiała się.- Większość tak o mnie myśli.-nastała chwila niezręcznej ciszy. W lustrze zauważyłam,że zarumieniłam się,dlatego szybko weszłam do przebieralni.

        -Ooch ty jeszcze tutaj ...-kiedy wyszłam ubrana w sukienkę , zdziwiłam się widokiem dziewczyny.
-Chciałam zobaczyć jak wyglądasz. Jeżeli chcesz to pójdę sobie
-Nie ... to znaczy jeżeli chcesz to ...-Lexi znowu się roześmiała a ja poczułam,że się czerwienię. Dziewczyna podeszła do mnie, zdjęła okulary i rozpuściła włosy, które jeszcze przed chwilą miałam związane w kucyka
-Eii .. co robi --
-Tak wyglądasz dużo lepiej.-uśmiechnęła się do mnie. Przyjaźnie się uśmiechnęła.
-Dziękuję za pomoc. Sukienka jest prześliczna.
-Nie ma za co. To .. do zobaczenia w szkole.- powiedziała odchodząc. Stałam jeszcze kilka minut jak głupia wpatrując się w lustro i uśmiechając.

         Później Lexi sama podchodziła do mnie na przerwach,co było wielkim szokiem nie tylko dla mnie,ale i dla innych. Poznawałyśmy się coraz bardziej.Z początku Matt myślał,że mi dokucza czy coś i chciał pomóc. Lexi go nie polubiła. Byli wrogami. Aż do czasu,kiedy musieli zrobić razem projekt z chemii.Zbliżyli się do siebie,zmienili zdanie o sobie,aż w końcu stali się parą. Byłam w tedy już bardzo blisko z nią i cieszyłam się jej szczęściem.
         Nick .... on cały czas zarywał do Lexi,a ona miała go głęboko w dupie. Kiedy dowiedział się,że ona i Matt są razem starał się za wszelką cenę rozbić ich związek. Nie mogłam na to pozwolić. Pięknie razem wyglądali, a tak poza tym to  ... Nick podobał mi się. Dzięki mojej przyjaciółce stałam się odważniejsza. Pewnego razu jakimś nieszczęściem utknęłam z Nick'iem w windzie. Spędziliśmy, tam 3 godziny. I na szczęście udało mi się go przekonać,aby więcej nie przeszkadzał Lexi i Matt'owi. Posłuchał mnie. Tam też pierwszy raz pocałowaliśmy się i ...  i staliśmy się parą.

        Gdy Lexi wtedy zemdlała..przeraziłam się. Bardzo się przeraziłam. Pierwszy raz od czasów poznania Lexi. Była w śpiączce,a ja cały czas płakałam i modliłam się,aby dziewczyna jak najszybciej wybudziła się. Widok Matt'a tak zmartwionego był jeszcze bardziej dobijający. A Nick ... pierwszy raz widziałam,jak płakał. Wiadomość o jej chorobie była mocnym ciosem dla naszej trójki, nie mówiąc co Lexi musiała czuć. Znam ja na tyle dobrze,że wiem jak bardzo potrafi cierpieć. Tyle,że ona nie chce nikogo obarczać tym cierpieniem. Zamyka się w sobie i .. i koniec. Płacze, bierze tabletki nasenne dla uśmierzenia bólu. Byleby to zakończyć. W tedy wraca do Nas z powrotem, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
      Całą wczorajszą noc przepłakałam.Martwię się o swoją przyjaciółkę cholernie mocno. Mam nadzieję,że tym razem da sobie pomóc. wiem,że cierpi. Okazała to wczoraj w szkole. A ja nie pozwolę,jej cierpieć samej. Nie tym razem.
        Bałam się,że mimo obietnicy, nie przyjdzie dzisiaj do szkoły. Miałam na budzi wielkiego banana, gdy weszłam do budynku,a ona już tam była. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
-Tak cię cieszę,że jesteś.-powiedziałam,gdy zdołała wydostać się z mojego uścisku.
-Też się cieszę,że Cię widzę. Usiądziemy .?
-Jasne ...
-Słuchaj Bell'a ...-zaczęła,gdy usiadłyśmy na trawniku przed szkołą.-Przepraszam. Przepraszam,że nie chciałam Was widzieć tam , w szpitalu. Po prostu ... to było ...
-Nie musisz się tłumaczyć. Rozumiem Cię.
-Nie rozumiesz.-odpowiedziała jakby mechanicznie. Musiałam wyglądać chyba na poruszoną tymi słowami,bo już po chwili ponownie przepraszała mnie.- Nie o to mi chodziło ... Po prostu to spadło na mnie tak z dnia na dzień. Wiesz, to strasznie dziwne uczucie,gdy jednego dnia masz cały świat w dupie, pijesz i jarasz ile wlezie,a już na następny dzień dowiadujesz się,że za kilka miesięcy ciebie juz nie będzie.
-Nie mów tak--
-Ale kiedy to prawda. Bella rak to straszna choroba. Nie mam tyle siły,aby go pokonać...
-Żartujesz sobie . ?! To dzięki Tobie nie jestem już życiowym nieudacznikiem. To dzięki Tobie mam chłopaka,który kiedyś był dla mnie nieosiągalny. To ty zamieniłaś nienawiść w miłość do Matt'a. Masz ogromna siłę,którą zamieniasz na lepsze.-udało mi się doprowadzić ją do uśmiechu.
-To strasznie miłe co mówisz. Gdybym mogła oddałabym wszystko co mam,aby mieć z powrotem zdrowie. Nawet nie wiesz, jak cenna jest teraz dla mnie każda sekunda. jak bardzo doceniam Każde słowo  i każdy gest swoich najbliższych. Ale to rak decyduje o mojej przyszłości, nie ja.
-Lexi ... jest jeszcze chemioterapia. Razem uda Wam się pokonać tę wstrętna chorobę. A kiedy będzie już po wszystkim obiecuję,że pojedziemy na wycieczkę dookoła świata. Wiem jak bardzo chciałaś zwiedzić Europę.-na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
-Niestety jest drobny szczegół. Myślę,że nawet nie taki drobny ...
- Co takiego ...?-zapytałam zdziwiona.
-Chemioterapie nie pomagają mi. A niestety włosy już zaczęły mi wypadać. Postanowiła,że nie przyjmę już ani jednej więcej.
-Słucham.?!-wykrzyknęłam z niedowierzaniem.
-To moja decyzja. Choroba już nie zniknie. A ja chcę żyć pełnią życia, tak długo , jak tylko mogę. Alkohol i używki pójdą w odstawkę. Za to zacznę robić to, na co zawsze miałam ochotę.
-Mianowicie na co .?!
-Na przykład skok na bungee,albo szybka jazda motocyklem,samemu, mimo braku prawka. Jest tez wile innych rzeczy,które chcę zrobić. I zrobię je. Zrobię je jeszcze przed śmiercią. Zainspirował mnie powinien wspaniały chłopak.On sądzi,że dobrze robię, robiąc to, co chcę.
-Matt.? W życiu nie uwierzę,że byłby tak mało myślny --
-Nie, nie Matt. Chris.
-Kto. ?
-Chris. Poznałam go wczoraj . Niesamowity chłopka. Szurnięty,ale pełen życia.-nie wiem dlaczego,ale mówiła to z uśmiechem.
-No własnie. Szurnięty. Nie słuchaj go i dalej przyjmuj chemioterapie. one Ci pomogą. Wrócisz do zdrowia. Lexi , doktor mówił,że masz mnóstwo szans. Wiem od Twoich rodziców. A poza tym.. to chyba nie zdradzasz Matt'a z jakimś nowo-poznanym typem, co.?!
-No coś ty.! Wiem,że to może brzmieć dziwnie,ale po kilku godzinach spędzonych z nim czuję się jakbym znała go od dawna. To na pra--dzwonek przerwał nasza rozmowę. Lexi szybko podniosła się z trawnika. Zrobiłam to samo.- Bella wierze,że pragniesz mojego szczęścia, ale proszę uwierz mi,że tak będzie lepiej. Będę mogła robić to co chciałam zawsze zrobić,ale coś mnie zatrzymywało. Będę na prawdę szczęśliwa. A śmierć. ?A śmierć będzie końcem mojej wspaniałej przygody. Za to ty będziesz mogła zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Ty Matt i Nick. Proszę stań po mojej stronie. Nie martw się o jutro.Żyj chwilą.-Po policzkach ciekły mi łzy. To nie Lexi rozpaczała nad swoja choroba,ale ja. To na prawdę pokręcona dziewczyna. Kocham ją. Kocham ją mocniej niż własną siostrę,której niestety nie mam. Nie pogodzę się z jej odejściem. Nie potrafię.To zbyt trudne pozwolić odejść osobie,która wniosła tyle dobra w Twoje życie, która jest Twoim własnym słońcem w pochmurne dni. Nawet jeżeli ta osoba pragnie odejść. Nie zgodzę się na to. Za wszelką cenę będę bronic jej życia.
-No już nie płacz.-przytuliła mnie do siebie.-póki co, jestem tutaj z Tobą. Musisz mieć dużo dobrych wspomnień związanych ze mną,kiedy już mnie nie będzie. A chyba  łzy nie są zbyt dobre.
-Proszę Cię nie mów tak ...-z trudem wydobywałam głos.
-No już dobrze. Od jutra zaczynamy spełniać swoje marzenia. Robimy sobie swój drugi start. Start w marzenia. A wiesz,że każdy start ma metę. Jeżeli droga jest wspaniała,to nawet najgorsza meta nie może popsuć radości wynikającej z posiadania wspaniałych ludzi przy sobie i możności spełniania marzeń. Nadchodzi dla nas lepsze jutro. Dlatego przestań już płakać.-Nie wiem, jak mogła mówić to wszystko w uśmiechem....
-Chodź już. Obiecałam się,że dzisiaj się nie spóźnię,ale ... jak widać moje stare nawyki pozostały.-roześmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę klasy.


Chris

          Kiedy poznałem Lexi wiedziałem,że nasza znajomość nie zakończy się na jednym spotkaniu. Nie dałem jej swojego numeru telefonu. Właściwie to nawet go nie posiadam. Uważam to za zbyteczne. W dzisiejszym świecie nie potrafimy znaleźć nawet minuty na spotkanie w realu. Ja wolę spotkania tzw. 'oko w oko'.
        Przyszedłem do parku. usiadłem dokładnie na tej samej ławce. Co kilka minut sprawdzałem zegarek. Minęło 56 minut i wtedy usłyszałem kroki. Nie czyjeśtam kroki, ale JEJ kroki. Usiadła obok mnie. Nie spojrzałem na nią.
-Od czego zaczynamy?
-Słucham- zapytała .
-Co chcesz dzisiaj robić.
-Nie powiedzia--
-Gdyby nie spodobał Ci się mój sposób życia nie wróciłabyś tutaj. Nie odnalazłabyś mnie. Dlatego pytam się ponownie. Co chcesz robić.? Na co masz ochotę.?
-Eeem.. Ja .. Ja nie ... Nie mam pojęcia. Wiesz.. ja jeszcze... ee. nie zas--
-Życie jest za krótkie na zastanawianie się.-wstałem z ławki. Dziewczyna zrobiła dokładnie to samo. Miałem dość szybki chód,dlatego musiała podbiec do mnie.
-Gdzie idziesz.?-zapytała zdezorientowana.
-Ja wiem, co chcę dzisiaj robić.
-A więc co .?-gwałtownie zatrzymałem się. Spojrzałem jej głęboko w oczy.
-Jeżeli chcesz korzystać z życia to chodź ze mną. Jeżeli nie jesteś na to gotowa i ... i boisz się,że stracisz życie,co uważam ,za głupie. Nawet głupi nóż,narzędzie zrobione przez człowieka, używane już nawet w prehistorii, potrafi odebrać ten jakże kruchy,a cenny dar-życie. Po prostu jeżeli się boisz to ... Zresztą chyba wiesz o co mi chodzi. Na ogół jestem otwarty więc po tych kilku godzinach, wczoraj, ze mną, wiesz jaki jestem. Jeżeli potrafisz zaryzykować życie ze mną...
-Potrafię. I chcę.-wtrąciła się. Zresztą nie dziwię się jej. Ludzi uważają,że zbyt dużo mówię i strasznie mieszam swoje wypowiedzi, przez co są niezrozumiałe. Jednak ja mam poukładane swoje życie. A oni mają w nim bałagan. Nie wiedza czego chcą... Mniejsza o to...Jestem dziwny .Wiem.
-Dobrze.-powiedziałem i ponownie ruszyłem.
-Więc co chcesz zrobić .?-zapytała ponownie zaczynając trucht,aby dotrzymać mi kroku.
-Dowiesz się.... W swoim czasie.



_______________________________________________________
Ta dammm! obiecałam rozdział co tydzień. Wiem spóźniłam się o jeden dzień,ale...jestem dumna,że tak szybko .;p Byłby jeszcze szybciej,ale byłam dzisiaj cały dzień u kuzynki,więc nie miałam jak pisać. Rozdział chyba dłuższy niż poprzednie. Mam nadzieję,że przypadnie Wam do gustu. ;**
Z komentarzy wynika,że polubiliście Chris'a,dlatego postanowiłam,że odegra większą rolę w opowiadaniu. Początkowo miał być to bohater tylko na kilka rozdziałów. Będzie najprawdopodobniej,aż do końca. ; ))
Dziękuję za wszystkie komentarze. To dzięki nim powstają kolejne rozdziały.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany i chciałby lepiej zapoznać się z postaciami to dodałam bohaterów . Zapraszam <3
- xoxo Ola . ; 3

niedziela, 23 września 2012

Chapter Third.

Lexi
         
            Trzy godziny. Trzy godziny chodziłam po całym mieście bez celu. Wylałam z siebie litry łez. Byłam straszliwie zmęczona. Usiadłam na ławce w parku i przyglądałam się rzece,która płynęła na przeciw mnie. Kilkunastoosobowa grupa studentów poruszała się beztrosko kajakami po wodzie. Był to dość dziwny widok, o tej porze roku. Małe dzieci zbierały pożółkłe liście i rzucały je ku górze. Powtarzały tę czynność bez końca. Mężczyzna koło 50 uganiał się za swoim psem, rasy Lablador jeśli się nie mylę. Kobieta szła z wózkiem,w którym spał malutki chłopczyk. Na pomoście stała para staruszków ze swoimi wnukami. Karmili razem kaczki,których z minuty na minutę robiło się coraz więcej. Nic specjalnego. Zwykły krajobraz jesienny. Jednak inaczej go postrzegałam. Widziałam coś 'magicznego', coś innego w tych ludziach. Zazdrościłam tym małym dzieciaczkom, które beztrosko się bawiły. Nie miały żadnych problemów. Wydawały się być takie niewinne. Nie poznały jeszcze jakie na prawdę jest życie. Jakie okrutne potrafi być.
Para staruszków. Im także zazdrościłam. Dożyli spokojnej starości. Wychowali swoje dzieci,a teraz mogli patrzeć jak rosną ich wnuki. Byli szczęśliwi. Przeżyli,to co w życiu najważniejsze i teraz mogli odpoczywać bez zamartwiania się o swoją przyszłość. To wszystko dobijało mnie jeszcze bardziej. Jeszcze nigdy się tak nad sobą nie rozżalałam. Jeszcze nigdy tak nie doceniałam każdej minuty życia. Ale tez jeszcze nigdy nie spadł na mnie taki przytłaczający obowiązek. Obowiązek odpowiedniego pożgania się z bliskimi, pozostawienia części siebie, tutaj, na ziemi oraz najważniejszy, docenienie tych 17 lat życia.
          Oparłam łokcie na kolanach, a twarz zasłoniłam dłońmi. Teraz mogłam spokojnie płakać. Byłam pewna,że już nikt nie wystraszy się tuszu spływającego po moich policzkach.
          Poczułam jak ławka lekko drgnęła, a już po chwili czyjeś ramiona otaczały moje ciało. Byłam pewna,że to Matt. Bez zastanowienia wtuliłam się w niego. Pożegnanie z moimi przyjaciółmi i chłopakiem  w rzeczywistości będzie dużo trudniejsze niż w moich myślach.

Christian

        Zobaczyłem dziewczynę siedzącą na ławce. Miała twarz zakrytą dłońmi. Wyglądała jak ja, jeszcze kilka miesięcy temu. Zapewne dowiedziała się czegoś co teraz bardzo przeżywa. Znam ten ból. Ale teraz nauczyłem się,że życia nie należy marnować na takie błahostki. Należy z niego korzystać,tyle ile się da. Dlatego rzuciłem szkołę. I tak mi się na nic nie przyda. Już nie. Kiedyś chciałem być lekarzem. Dokładniej chirurgiem. Bardzo dobrze się uczyłem. Sam wyszukiwałem sobie dodatkowych informacji. To wszystko dla czystej satysfakcji,że jestem w czymś lepszy od innych. Taki mój urok. Wszystko zmieniło się jakiś rok temu, kiedy uległem wypadkowi samochodowemu. Ale nie warto wspominać tamtego dnia. Wspominać należy tylko to,co wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Nauczyłem się tego od swojego psychologa. Podobno jest ze mnie dumny,ale domyślam się,że mówi tak każdemu,dla satysfakcji. Mniejsza o to ... Od tamtej pory zacząłem robić rzeczy, które zawsze mnie ciekawiły. Raz podciąłem sobie żyły. Nie chciałem się zabić. Nie. Chciałem tylko poczuć jak to jest, gdy krew wylewa się z ciebie. Niektórzy,a może raczej większość uważa mnie za psychola, ale .... Naprawdę nigdy nie zastanawialiście się jak to jest,kiedy ostra krawędź żyletki przecina komórki w Twoim ciele .? Jestem pewny,że tak ...
Skoczyłem też na bungee . Niesamowite uczucie. Tak, jakby wiatr chciał przedostać się w Twoje ciało. Polecam. Ciekaw tez jestem, jak to jest,gdy woda zalewa Twoje płuca. Tak jest myślę o utopieniu się. Ale jest jeszcze zbyt wiele rzeczy, które chcę zrobić,aby się zabijać. Może kiedyś ...

           Kiedy zobaczyłem tę brunetkę pierwsze,co pomyślałem to 'Pomóc jej'. 'Za wszelką cenę pomóc jej  cieszyć się życiem.' Bez zastanowienia rozpocząłem swój plan. Właściwie to nie miałem żadnego planu. Po prostu podszedłem do niej i ją przytuliłem. Chyba jej się spodobało,bo odwzajemniła mój uścisk. Ujrzałem smugi tuszu na jej policzkach. Roześmiałem się. Wtedy spojrzała na mnie swoimi dużymi,niebieskimi oczami i szybko odskoczyła ode mnie.
-Kim ty w ogóle jesteś.?!-wykrzyknęła do mnie.
-Nie bój się. Chcę CI pomóc.
-Matt Cie tu przysłał.? Nick .? A może Bella.?
-O kim tu mówisz.? Przechodziłem obok, zobaczyłem,że płaczesz,więc chciałem pomóc.
-Jesteś jakimś psycholem czy coś.? Bo nikt normalny nie podchodzi do nieznajomych i ich nie przytula.!
-A niektórzy tak o mnie myślą. Ale mi to nie przeszkadza. Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż przejmować się opinią innych.
-Chyba muszę zacząć stosować się do Twojej zasady ...-spuściła wzrok.
-Chyba tak ... Jeżeli ktoś Cie teraz zobaczy na pewno się wystraszy ...-wyjąłem chusteczkę z kieszeni.-masz. Wytrzyj się.
-Dzięki-wzięła i zaczęła wycierać swoje policzki.-Tak apropo to jestem Lexi.-wyciągnęła rękę w moją stronę.
-Christian ... ale wszyscy mówią na mnie Chris. Miło mi Cię poznać.-uśmiechnąłem się do niej i uścisnąłem jej rękę.
-Nie powinieneś być teraz w szkole .?-zagadnęła
-Powinienem.A ty nie powinnaś być teraz w szkole .?
-Powinnam.
-Woow,ale z Ciebie niegrzeczna dziewczynka.-roześmiała się- jeej w końcu zobaczyłem Twój uśmiech-uniosłem ręce w geście zwycięstwa, na co Lexi odpowiedziała jeszcze szerszym uśmiechem. Swoją drogą był bardzo ładny. Taki...szczery.-Skoro obydwoje nie jesteśmy tam,gdzie powinniśmy być to może przejdziemy się, huh .?
-A czemu nie.-wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę rzeki.
-Więc gadaj,który to.
-Słucham.?
-Gadaj,który złamał CI serce,że aż przez niego płakałaś i w dodatku zwiałaś z lekcji.
-Nie chodzi o złamane serce.
-A więc o co.?-dziewczyna,nie odpowiedziała tylko wpatrywała się w przejrzystą rzekę.-Przepraszam. Nie powinienem --
-Nie... wszystko w porządku. Po prostu to spadło na mnie, tak z dnia na dzień ...
-Rozumiem Cię. nie musisz mówić jeżeli nie chcesz.
-Wątpię czy rozumiesz. Ty się nie dowiedziałeś o tym,że masz raka.
-Och...przykro mi.
-Tsaa mi też....
-Co powiesz na lody.?
-O tej porze roku.?
-A kto powiedział,że nie. Poza tym... zasady są po to,żeby je łamać. Zresztą dobrze o tym wiesz.-uśmiechnąłem się łobuzersko, na co ona odpowiedziała swoim przeuroczym uśmiechem.

Lexi

              Poszliśmy z Chrisem na lody, potem zabrał mnie na dach jakiegoś wieżowca. Rosło na nim pełno przeróżnych roślin. Tak jest, rośliny na dachu. Brzmi dziwnie,ale widok jest nieziemski. Cały czas rozmawialiśmy. nawet przez moment nie zabrakło nam tematów. Czułam się jakbym znała go od zawsze. No i dzięki niemu uśmiechnęłam się pierwszy raz od czasu, kiedy dowiedziałam się o swojej chorobie. Szczerze .? Przy nim śmiałam się cały czas. To niesamowity chłopak. Otwarty,a mimo to pełen tajemnic. Niestety rodzice zadzwonili po mnie i szybko wróciłam do domu. Zapomniałam wziąć od niego numer telefonu. Jednak nie tracę nadzieje,że kiedyś go jeszcze spotkam. Chris nauczył mnie,że zawsze warto jest mieć nadzieje i,że trzeba się cieszyć nawet tymi drobnymi rzeczami. To dziwnie brzmi,ale to prawda. Jest taki pełen życia. Nie wiem skąd czerpie energię,ale jest naprawdę niesamowity. 
         Rodzice nieźle się wkurzyli za moją ucieczkę ze szpitala. Ale chyba udało mi się ich namówić na pozostanie w domu. Jeszcze nic im nie wspomniałam o tym,że chcę odstawić chemioterapię. Dowiedzą się tego w swoim czasie. Chris mnie popiera. uważa,że powinniśmy sami dokonywać swoich wyborów. Swoją drogą to nieźle pokręcony gość. Opowiadał mi, jak w czasie zimy rozłamał lód w ich basenie i wskoczył do niego, bo taką miał ochotę. Później chorował przez następne dwa tygodnie. On nie traci życia na coś,co nie jest mu potrzebne do szczęścia. Robi to, co chce, nie myśląc o konsekwencjach. Od dzisiaj to on jest moim idolem.
       Wieczorem odpisałam na sms'y Bell'i Nick'a I Matt'a. Poinformowałam ich,że wszystko okey. Obiecałam,że jutro przyjdę do szkoły. Zrobię to. Czuję się tak,jakby Chris przekazał mi kawałek swojego optymizmu. Znam go od jakiś 5 godzin, a już uwielbiam.
       Po przejrzeniu facebook'a , twitter'a i innych stron (byłam odcięta od internetu przez dwa tygodnie) położyłam się spać. Byłam z siebie dumna. Pierwsza noc w czasie, której nie płakałam i nie zanosi się na to,że będę płakała. A wszystko dzięki Chris'owi.
Zasnęłam z nadzieją na ponowne spotkanie z nim.

______________________________________________________
A więc kolejny rozdział. W końcu udało mi się napisać coś dłuższego .:D Wiem,że długo nie było i przepraszam.Ale najpierw chciałam dodać rozdział na Another Life . Postaram się dodawać rozdziały w każdy weekend,ale nie obiecuję,że tak będzie.
Dziękuję bardzo za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem .;** Cieszę się,że ktoś to czyta i w dodatku podoba Wam się. ;*
Ten rozdział chcę zadedykować kochanej Paulinie ;3 (Zapraszam też na jej blogi. Są naprawdę niesamowite.!)
Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Bardzo chciałabym poznać Wasza opinię ; >
Więc miłego czytania .Hope You Like It .;**
-Ola. ;3