-Jesteś totalnie szurnięty.-mówiłam ze strachem w głosie, gdy staliśmy na krawędzi.
-W dzisiejszych czasach nikt nie jest normalny.-odpowiedział ze sotoickim spokojem.
-Dlaczego to robisz?
-Co takiego.?-nawet na moment nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w błękitną otchłań.
-Ryzykujesz życie. Nie zależy Ci na nim. Masz wszystko głęboko w dupie. Nie myśli--
-Mylisz się.- przerwał mi.-Zależy mi na życiu. Cholernie mi na nim zależy. To dlatego korzystam z niego jak tylko mogę. Moi rodzice najpierw próbowali mi niby pomóc. Czyli po protu prowadzali mnie do psychologa. Siedziałem u niego bez słowa i wychodziłem po godzinie. Przestali mnie tam prowadzać pogodzili się ze świadomością, że mają syna, który jest, jak to mówią szalony. Ale są w błędzie. Ja po prostu rozgryzłem czym jest życie. Znalazłem sposób na to, jak żyć.
-W takim razie przekaż mi ten sposób geniuszu. Zostało mi już niedużo czasu. Chciałabym wykorzystać swój czas na ziemi.
-Na trzy.
-Zwariowałeś.?!-wykrzyknęłam. Fale poniosły moje echo wgłąb morza.
-Nie. Chcesz poznać mój sposób ? Wiesz co robić ... -powiedział i odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co mam zrobić.
Matt
Lexi to moja dziewczyna. Była taka, jak inne,a zarazem różniła się od nich. Była wspaniała. Zresztą nadal jest. Cieszę się,że jestem jej chłopakiem i dodatkowo mam dwoje wspaniałych przyjaciół. Choroba ? To był dla mnie wielki cios. Ale przygotowałem się. Całą poprzednią noc spędziłem na przeglądaniu internetu. Wiem już chyba wszystko o raku i sposobach leczenia. Z tego co wiem od Belli to Lexi ma ogromne szanse na wyzdrowienie. Nie opuszczę jej. Mam zamiar pomóc jej wrócić do dawnego stanu. Zresztą tak samo jak Nick i Bella.
Dzisiaj nie zamieniliśmy, ani słowa o jej chorobie. To chyba lepiej. Widać po niej,że jest tym zmęczona i zestresowana. Mimo to uśmiechała się dzisiaj w szkole, żartowała. Tak bardzo mi jej brakowało przez te dwa tygodnie. Nie przeżyłbym, gdyby ona umarła. Jest dla mnie wszytskim. Gdyby jej nie było zostałbym z niczym ...
Po szkole chcieliśmy iść do kina albo na pizze,ale powiedział,że jest dzisiaj umówiona. Powiedzieliśmy,że nie ma sprawy i rozeszliśmy się, każdy w swoja stronę. Jednak w domu coś mnie tknęło. Ciekawiło mnie z kim Lexi może się spotykać, skoro zawsze to z nami spędzała cały swój czas. Poszedłem do jej domu. Okazało się,że wpadał na chwile się przebrać,wzięła torebkę i odjechała z jakimś chłopakiem. Powiedziała,że wróci późno.
To było dla mnie gorsze niż wepchnięcie sobie noża w serce. Nie mogłem uwierzyć ,że moja, a może już nie moja, Lexi mnie zdradza ...
Lexi
Po wyjściu z parku udaliśmy się do auta Chris'a, które stało zaparkowane po drugiej stronie ulicy. Dostałam zadyszki, gdy za nim biegłam. Imprezowy tryb życia ma swoje minusy. Po drodze do mojego domu ( poprosił mnie o podanie adresu) chłopak uważnie spoglądał na jezdnię,a mimo to cały czas miał wyraz twarzy, jakby nie przestawał o czymś rozmyślać. Jednak nie zagłębiałam się w szczegóły. Rozpoczynałam mało ważne tematy, które kończyły się najczęściej po kilku minutach.
-Przebierz się w coś wygodnego i spakuj ciepłe ciuchy.-powiedział, gdy zaparkowaliśmy pod moim domem.
-Po co ?
-Powiedziałem,że dowiesz się w swoim czasie.-powiedział i uśmiechnął się łobuzersko. Wyskoczyłam z auta i pospiesznie ruszyłam ku swojemu pokojowi. Przebrałam się w wygodne ciuchy, a do torby spakowałam coś ciepłego, tak jak mnie prosił Chris. Wychodząc oznajmiłam rodzicom,że późno wrócę (tak na wszelki wypadek) i wzięłam zapasowe klucze. W pośpiechu wróciłam do chłopaka.
Jechaliśmy parę godzin. Nie wiem dokładnie ile, wiem tylko,że byłam cholernie zmęczona. Dobrze,że w samochodzie Chrisa była klimatyzacja, bo za oknem wiatr dął niesamowicie. było coś koło 19'30, kiedy w końcu się zatrzymaliśmy.
-Yghrr nareszcie.! Nie mogłeś wybrać jakieś bliższej rozrywki.?-w pośpiechu odpięłam pas i wysiadłam z auta.
Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż jakiegoś muru, o który odbijały się fale. Zatrzymaliśmy się na końcu 'ściany' odgradzającej nas od morza. Chris zdjął buty i zabrał się za swoje ubranie.
-Striptiz dla ubogich.?-zaśmiałam się z niego,ale już po chwili doszło do mnie co chce zrobić.
-Tobie radziłbym zrobić to samo. Przypuszczam,że po skoku będzie trochę zimno.
-Czy Ciebie do reszty pojebało.?!
-Nie. Po prostu ciesze się życiem. Słyszałem,że ty też chcesz. Zapraszam. Panie przodem.-wskazał rękoma na szczeble wmocowane w mur.-Nie ?No trudno.
-Zaczekaj.-pospiesznie zaczęłam zdejmować buty i sweter. Nie mogłam pozwolić, by ten wariat się utopił. Gdy podniosłam głowę, on był już na szczycie muru. Wspięłam się na niego tak samo, jak Chris przed paroma minutami.
-Nie umiem pływać.-mówiłam ze strachem spoglądając w dół.
-Więc będzie jeszcze zabawniej.
-Zaryzykujesz moje życie.
-Ja Cie do niczego nie zmuszam ...
Wymieniliśmy jeszcze parę zdań między sobą, po czym Chris odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co robić. Miałam mętlik w głowie. Nie pamiętam dokładnie co się później potoczyło. Nie wiem dlaczego za nim skoczyłam. Pamiętam tylko jak ostry wiatr przecinał moje ciało, po czym uderzyłam o taflę morza. Woda była cholernie lodowata. Nie wiem co wtedy myślałam. Wszystko potoczyło się w kilka sekund. Wynurzyłam głowę spod wody, dygocąc z zimna.
-Chris...Chiiis.!-rozglądałam się za chłopakiem. Jednak nigdzie nie byłam w stanie go ujrzeć.-Chris.! Chris,gdzie jesteś.?! Do cholery odpowiedz w końcu.!-wołałam w przerażeniu.
Zaczęłam płynąć ku brzegu.
_______________________________________________________
Już na wstępie przepraszam. Rozdział ponownie spóźniony. Szkoła i brak czasu. Praktycznie codziennie robią nam klasówki. Ale mam nadzieję,że już niedługo ten koszmar się skończy . ;p Jednym z wielu powodów późnego pisania rozdziału jest też mała ilość komentarzy .;// Jak już pisałam wile razy, Dzięki komentarzom, aż chce się pisać. Wtedy wiadomo,że ktoś czyta te moje wypociny.
Dlatego dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia. ;**
Ogólnie to ten rozdział nie podoba mi się zbytnio. Pisany jest na szybko. Teraz postaram sie coś dodać na Another Life .
+ zmieniłam trochę wygląd. Mam nadzieję,że jest dobrze. ; ))
++ przepraszam za jakiekolwiek błędy. Nie mam juz siły,żeby sprawdzić.; /
No to do następnego .;**
-Ola. ;3