Okey, a więc ten blog został nominowany do 'Liebster Award' przed kochaną Martę (Mrs.Horan) ; * Pierwszy raz o czymś takim słyszę, aczkolwiek z tego co się dowiedziałam to muszę odpowiedzieć na pytania, podać nominowanych i zadać pytania .; D No to zaczynamy .;p
Aaa no i oczywiście zapraszam na wspaniałego bloga http://one-direction-cute-story.blogspot.com/ . Odwiedzajcie i komentujcie.!
1. Czy należysz jeszcze do jakichś innych fandomów ?
Oprócz tego,że jestem Directionerką <3 to chyba Little Liar tylko .;p a z innych takich ''muzycznych'' to nie ma chyba takich fandomów,których czułabym się częścią. ;)
2.Dobrze się uczysz ?
Sądzę,że tak .;p
3.Co lubisz robić w wolnym czasie ?
Spotkania ze znajomymi, czytanie książek, oglądanie filmów z przyjaciółkami <3 (pominę fakt,że po zakończeniu filmu i tak nie wiem o co w nim chodzi xd ) , rozmowy z ludźmi na tt , pisanie (na które ost. nie mam czasu . ;/ ) no i w weekendy może się jeszcze się jakieś zajęcia znajdą. ;D
4.Masz jakiegoś zwierzaka?
Mam psiakaa . :3
5.Masz jakieś marzenie ?
A kto nie ma ?;)
6.Pamiętaj pierwsze "spotkanie" z One Direction?
Spotkania nie pamiętam,ale wiem,że doszło do niego dzięki ludziom z yt.pl . ;p
7.Ulubiona książka lub film?
Film ? Ulubionego nie mam,ale jedne z lepszych to 'P.S. i love you' , 'Last Song' i 'Nietykalni'
A książek za dużo do wyboru .;p Uwielbiam powieści fikcyjne i kryminalne typu 'Klucz do zaświatów' , 'Nieśmiertelni' , 'Akademia Wampirów' ,'Zabójcza pamięć' i oczywiście klasyka- 'Harry Potter' .;)
8.Masz rodzeństwo?
Młodsza siostra. Tylko nie wiem czy zaliczyć ja do zwierzęcia czy do rodzeństwa. ;p
9.Słuchasz jeszcze jakiejś innej muzyki,oprócz One Direction ?
No jasne .;p Maroon 5, Rihanna,Katy Perry, Pezet, Huczhuczu, Eldo, Flor Rida, Olly Murs, O.S.T.R itp. ; )
10.Który z 1D jest Twoim faworytem ?
Uwielbiam każdego. Wszyscy maja w sobie coś niesamowitego, coś co ich od siebie odróżnia. I nie mówię tutaj o cechach wyglądu . ;p Im dłużej ich słucham,typ bardziej nie potrafie zadecydować,który z nich jest 'moim faworytem'. Jednak pamiętam,że to Zayn był z początku moim ulubieńcem , co chyba teraz tez w jakimś stopniu mi pozostało .;p
NOMINUJĘ :
http://psiloveyou-1d.blogspot.com
http://one-direction-cute-story.blogspot.com/
http://my--story-of-love.blogspot.com/
http://life-is-tooshort.blogspot.com/
http://one-thing-one-band-one-direction.blogspot.com/
http://invisiblewx.blogspot.com/
http://another-life-another-story.blogspot.com/?spref=tw
http://charming-anthem.blogspot.com/
http://galaxy-strawberry.blogspot.com/
http://www.stealmyheartx.blogspot.com/
http://imaginy-one-direction-fans.blogspot.com/
Pytania :
1.Skąd czerpiesz pomysły,inspiracje na pisanie ?
2.Twój ulubiony zespół? Pamiętasz kiedy pierwszy raz o nim usłyszałaś ?
3.Twoje zainteresowania ?
4.Twoje motto ?
5.Jak opisałabyś siebie w 5 słowach ?
6.Są jakieś osoby, na których się wzorujesz ?
7.Masz już plany na przyszłość ?
8.Którego z chłopaków 1D lubisz najbardziej, dlaczego ?
9. Jesteś optymistką czy pesymistką ?
10.Piszesz jakieś opowiadanie,w którym wyrażasz swoje uczucia,które są jakoś powiązane z Tobą, czy tylko zmyślone historie ?
11.Posiadasz wady, których nienawidzisz, albo zalety, z których jesteś 'dumna' ?
wtorek, 27 listopada 2012
poniedziałek, 26 listopada 2012
Chapter Sixth.
-Nie dość,że jest mi cholernie zimno to jeszcze czuję,że moje serce wariuje. Nawet nie wiesz jak ja się o Ciebie bałam ty idioto.!- krzyczałam na Chris'a, a on tylko patrzył na drogę z lekkim uśmieszkiem. Jechaliśmy z powrotem do Londynu.
-Lexi wyluzuj ... przecież mówiłem Ci,że życie jest za krótkie żeby się czymkolwiek przejmować. Właśnie Ci to pokazałem. Po co tak się zamartwiasz ? Przecież nic mi się nie stało. Za to ty prawie zeszłaś na zawał.
-Nigdy więcej tego nie rób rozumiesz.?!-nadal na niego krzyczałam, dokładnie akcentując każde słowo.
-Przyjdzie odpowiedni czas, a w tedy mnie zrozumiesz.
-Nie zrozumiem Cię Chris.! Ciebie nie da się zrozumieć. Żaden normalny człowiek się tak nie zachowuje.!-dopiero po wypowiedzeniu tych słów przemyślałam je. Zrozumiałam,że mogły urazić Chris'a. Ale było już za późno na zatrzymanie ich dla siebie.
-Wszyscy myślą tak jak ty. Sądziłem,że jesteś inna. I jesteś. Wiem to. Po prostu jeszcze nie zeszła z Ciebie szara codzienność.
-Zaczynam się Ciebie bać.! Jestem jakimś psycholem,czy co.?!-samochód gwałtownie zahamował. Chris powoli odwrócił głowę w moją stronę. Czułam,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
-Powiem Ci tylko jedno. Póki co, znasz moje imię, nie historię. Tak na prawdę nikt jej nie zna. Może poza moimi rodzicami. Ale mimo to, oni też uważają mnie za wariata. Nie chce się nad sobą użalać... Kiedyś byłem taki jak ty ... Może nawet gorszy. Kujon. Przerwy spędzałem z książkami. Aż do czasu. Do czasu śmierci pewnej osoby. To zmieniło mój punkt widzenia. Zrozumiałem,że może mi nie starczyć czasu. Że życie jest może krótsze niż mi się wydaje. Nurtowało mnie pytanie 'A co jeśli umrę młodo?. Co jeśli nie zrobię tych rzeczy, o których tyle czytałem?'. Zostawiłem książki i zacząłem robić co chcę. Od tamtego czasu moje życie jest dla mnie najważniejsze, mimo,że Tobie wydaje się inaczej.-nastała dziwna cisza. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Miał rację. Nie znałam go. Za to on o mnie wiedział już bardzo wiele. Po chwili Chris włączył silnik i ruszyliśmy w dalszą trasę.
-Wyglądasz jak trup.-Nick podszedł do mnie, gdy wyciągałam książki ze szkolnej szafki. Spojrzałam na niego posępnie. Takie żarty mnie nie bawiły.
-Przepraszam. Nie to miałem na myśli.-powiedział zmieszany-Po prostu jesteś blada jak ści--
-Aaapsik.! Przepraszam ...
-Własnie o tym mówiłem...
-Wczoraj miałam zimną kąpiel...
-Może więcej wyjaśnień .?-mieliśmy za kilka minut zacząć lekcje, dlatego ruszyliśmy w stronę klasy.
-Pamiętasz jak mówiłam Wam o Chris'ie .? No .. to wczoraj pokazał mi część ..swojego życia,że tak powiem..
-Priorytetem w jego życiu jest kąpiel w lodowatej wodzie. Pozdro.
-Nie znasz go więc proszę, przymknij się.
-A może czas,żeby go poznał huh . ?W końcu jestem Twoim przyjacielem...
-Kogo niby chcesz poznać .?-dołączył się do nas Matt.
-Tego nowego znajomego Lexi
-Też z chęcią bym go poznał. Tym bardziej,że to chyba nie taki zwykły znajomy skoro spędzasz z nim całe dnie,a nas olewasz...
-O co Ci chodzi. ?- zapytałam zdezorientowana. Matt spojrzał na Nick'a .-Możesz Nas na chwilę...
-Aaa, Okey - rzucił niechętnie -Zobaczymy się w klasie.- Machnął ręką i odszedł. Cały czas wyczekującym wzrokiem wpatrywałam się w swojego chłopaka.
-Możesz mi wytłumaczyć o co Ci chodziło.? Za chwilę rozpoczynam zajęcia...
-Wiem o Tobie i o tym całym Chris'ie. po prostu miałem nadzieję,że będziesz na tyle odważa,że powiesz mi o tym w twarz, a nie --
-Że co, przepraszam .?!
-Byłem wczoraj u Ciebie. Twoi rodzice powiedzieli,że pojechałaś z nim i wrócisz późno. To chyba jednoznaczna sytuacja, nie. ?
-Nie.! Chris to mój znajomy.To Ciebie kocham rozumiesz. ? Tylko Ciebie.
-Lexi proszę...
-O co mnie prosisz . ?Żebym przyznała się do czegoś co nie istnieje.?! Przepraszam,ale się nie doczekasz. A teraz wybacz,ale mam lekcje.-wyminęłam go odeszłam od niego szybkim krokiem. Nigdy nie pomyślałabym,że Matt posądzi mnie o zdradę.
Ledwie weszłam do klasy,a już po chwili zadzwonił dzwonek. Nauczycielka jak zwykle przyszła spóźniona. W ręku trzymała plik kartek.
-Za chwile rozdam Wam testy, o których mówiłam tydzień temu- przywitała się z nami.
Otworzyłam pospiesznie książkę w celu nauczenia się,ale już po chwili moje chęci zniknęły. Już nie raz pisałam sprawdzian nie ucząc się do niego ... Nagle w całej klasie rozległ się dźwięk mojego dzwonka. Nauczycielka spojrzała na mnie posępnie.
-Przepraszam.-powiedziałam lekko zmieszana i odrzuciłam połączenie. Po chwili na ekranie wyświetliło się ; 'Jedno nieodebrane połączenie od : Chris ' Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Złość na niego przeszłą mi bardzo szybko. To typ człowieka, na którego nie można długo się gniewać. Wyciszyłam telefon i schowałam to kieszeni. Pani Sprout rozdała testy. Już po przeczytaniu pierwszego zadania załamałam się. Ominęłam tę trudniejszą część i zabrałam się za zadania pisemne, które jako jedyne wychodziły mi dobrze. Minęło może 10 minut, gdy telefon nagle zawibrował w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go nieprzyłapana przez nikogo i odczytałam wiadomość. 'Za 20 minut, tam gdzie zawsze.? - Chris' . Nie zastanawiałam się zbyt długo nad odpowiedzią. 'Tak'. Wysłałam wiadomość chłopakowi, po czym bez zastanowienia zaczęłam zaznaczać odpowiedzi na chybił trafił.Wstałam i oddałam test nauczycielce, która wlepiła we mnie swoje wielkie oczy i patrzyła ze zdziwieniem.
-Taak... wie pani, jest sprawa. Nie czuję się zbyt dobrze, dlatego lepiej będzie, jak pójdę już do domu. Do widzenia.- nie czekając na odpowiedź wybiegłam za drzwi. Zostawiłam książki w mojej szafce i udałam się wprost do parku.
Chris czekał już na mnie. NA tej samej ławce, co zwykle. Można by ją uznać za naszą ławkę .... Trochę dziwnie to brzmi. W końcu nie jesteśmy parą, znamy się zaledwie tydzień,a już mamy swoje miejsce . A co jeśli zarzuty Matt'a nie były bezpodstawne ? Nie miałam jednak czasu na dłuższe rozmyślanie. Chłopak zobaczył,jak się zbliżam i podbiegł do mnie z pęczkiem kwiatów w ręku.
-Proszę.-podał mi je.
-Dziękuję ... - wzięłam podarunek od niego. Wciągnęłam głęboko powietrze. Mimo,że zapach wydzielany przez kwiaty był bardzo słabo wyczuwalny to pachniał naprawdę niesamowicie. Nastała chwila milczenia.
-Okeey..To może dziwnie zabrzmi,ale ... Wyrwałeś mnie z lekcji tylko po to,żeby dać mi te kwiatki .?
-Nie... Nie tylko...-chłopak uśmiechnął się. Ale to nie był zwykły uśmiech. Bynajmniej nie dla mnie. Przez ten uśmiech poczułam się jak jakaś mała dziewczynka, która zupełnie nie zna świata, nie wie jak żyć.
-A tak poza tym to to nie są jakieśtam kwiatki.-wyszczerzył się do mnie. Tyle,że tym razem poczułam, jakby to on był małym chłopcem dumnym z wykonania jakiejś pracy.-To bratki.
-Hmm.. I tutaj Cie zaskoczę.... wiedziałam to.!-wypowiedziałam ze śmiechem
-A więc muszę Ci powiedzieć,że zszokowałaś mnie.!- nadal się śmiał.-Ale chodziło mi raczej o znaczenie bratków.
-Hmm...a więc co oznaczają?
-Przyjaźń i harmonię między nami, mój respekt do Ciebie.. tak, to chyba wszystko
-Ciesze się ... Że poznałam Cię.
-Też się cieszę. .... a teraz masz ochotę na następną 'niebezpieczną' przygodę ? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach. Chciałam się zgodzić. I to bardzo. Mimo tego strachu,strasznie fajnie jest poczuć adrenalinę w żyłach. Chociażby i przez chwilę. Ale dobrze wiedziałam co muszę zrobić najpierw. Kiedy Chris dał mi te kwiatki zrozumiałam,że Matt miał powody,aby być zazdrosnym. A nie chcę go stracić przez nieporozumienie. Nie teraz, kiedy zostało mi już tak mało życia ...
Chyba za długo zwlekałam z odpowiedzią, gdyż Chris złapał mnie za rękę i pociągnął, chcąc mi przekazać,abym za nim szła. Jednak ja zatrzymałam się w półkroku.
-Chris... uwierz chciałabym. Bardzo. Bo pomimo,że wczoraj na ciebie krzyczałam,że to było nierozsądne i wgl to... to był to jeden z najlepszych rzeczy zrobionych przeze mnie w całym moim życiu. Chciałabym przeżyć jeszcze raz coś takiego,ale muszę pogadać z Matt'em. Wytworzyło się między nami pewne nieporozumienie i ...
-Spokojnie Lexi... To nie jest żadna spowiedź czy coś...
-Nie o to chodzi. Nie chciałabym, żebyś zrozumiała mnie źle .
-Okey, Lexi, serio. Kapuje. Jesteście z Matt'em i zależy Wam na sobie. To twój chłopak. Nie musisz się tłumaczyć. -nastała krótka przerwa.- Zresztą i tak pewnie nie masz prawo jazdy na motor, nie .?-wybuchnął śmiechem, na co ja odpowiedziałam tak samo.
-Motor ? Serio ? Powiem Ci tylko,że spędzanie z Tobą czasu nie może być nudne.
-Nie narzekam na moc wrażeń,że tak powiem .. - znowu się uśmiechnął.- A teraz już leć. Wyjaśnij swojemu chłopakowi,że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Dzięki. Jesteś ko-- -urwałam nagle słowo.- skąd wiesz,że akurat o to chodzi?-zapytałam trochę wystraszona.
-Proszę Cię ... O co innego mielibyście się kłócić ? On wie,że jesteś chora i nie chce Ci sprawiać przykrości..zresztą spędzasz tyle czasu ze mną,że na jego miejscu też byłbym zazdrosny. Źle mówię ?-zamiast odpowiedzi usłyszał tylko moje głębokie westchnięcie. Chyba nie powinnam była się na niego wkurzać. Raczej cieszyć,że powiedział mi to wprost.
-Podwieźć Cię do szkoły?
-A byłbyś tak miły .? - zrobiłam minę typu oczka kota ze 'Shrek'a' ,ale chyba coś mi nie wyszła bo w odpowiedzi zamiast usłyszeć 'Awww' słychać było tylko śmiech Chris'a.
Jego auto było zaparkowane przy najbliższej ulicy,dlatego dojście do niego zabrało nam tylko parę minut. Podczas jazdy chłopak radził mi jak się mam zachować podczas rozmowy z Matt'em. Dziwnie było słuchać jego rad. Prawdziwych rad. Po raz pierwszy miałam świadomość,że słowa Chris'a mogą być dla mnie naprawdę przydatne.Chłonęłam każde zdanie i starałam się je zapamiętać. W końcu co chłopak,to chłopak.
Kiedy podjechaliśmy pod szkołę trwała akurat przerwa, za którą dziękowałam Bogu. Zauważyłam Matt'a siedzącego na ła ławce na dziedzińcu szkoły. Chris zatrzymał auto,a ja szybko z niego wyskoczyłam i ruszyłam w stronę swojego chłopaka.
-Lexi.!-usłyszałam za sobą głos przyjaciela. Odwróciłam gwałtownie głowę.
-Huh?
-Powodzenia.!
-Dzięki.!-odpowiedziałam z uśmiechem.Chłopak odjechał.
Mimo porad Chris'a cała się trzęsłam. Cholernie bałam się tej rozmowy. Sęk w tym,że nic złego nie zrobiłam, więc czego miałabym się niby bać. Ponownie zwróciłam się w stronę Matt'a. Niestety jego nie było już na tym samym miejscu co poprzednio. Zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać się wokoło. Kiedy robiłam obrót po raz trzeci serce mocno mi waliło. W końcu dostrzegłam go po drugiej stronie parkingu.Wsiadał do swojego auta. Chciałam biec,ale i tak nie miałam już szans go dogonić. Na szczęście,aby wyjechać będzie musiał mnie minąć. Jechał dość szybko. Kiedy przejeżdżał koło mnie podbiegłam do samochodu i zastukałam w szybę. On tylko spojrzał na mnie posępnie i ruszył dalej. Machnęłam bezradnie rękoma. Stałam na środku drogi. Nie miałam pojęcia co robić, gdzie iść. Straciłam panowanie w całym ciele. Czułam się bezradna. Czemu ? Nie mam pojęcia. W końcu już nie raz mieliśmy kłótnie ... Choroba naprawdę,aż tak mnie zmieniła.? A przecież obiecałam sobie,że będę się zachowywać, jak dawniej .. Nie słyszałam nic dookoła. No dobrze, skłamałam. Usłyszałam głośne krzyki i głos,który wołałam moje imię. Zdezorientowana odwróciłam się. I wtedy poczułam mocne pchnięcie w brzuch. Ostatnie co pamiętam to okropny ból w brzuchu i walnięcie głową o asfalt.
_______________________________________________________
Zaczynam 'przemowę',jak zwykle-od przeprosin. Strasznie długo nie było nowego,ale cóż .. wymówka wciąż jedna i ta sama- szkoła. Niestety druga gimnazjum to nie to samo co pierwsza.; ( Strasznie dużo testów,kartkówek,rozprawek i innych pierdół...Nie mam czasu na pisanie .;/ Ale dzisiaj przysiadłam sie i zmusiłam do napisania. Mam nadzieję,że rozdział nie jest nudny...za błędy przepraszam,ale już nie mam siły czytać i poprawiać . ; / To do następnego . ;**
-Lexi wyluzuj ... przecież mówiłem Ci,że życie jest za krótkie żeby się czymkolwiek przejmować. Właśnie Ci to pokazałem. Po co tak się zamartwiasz ? Przecież nic mi się nie stało. Za to ty prawie zeszłaś na zawał.
-Nigdy więcej tego nie rób rozumiesz.?!-nadal na niego krzyczałam, dokładnie akcentując każde słowo.
-Przyjdzie odpowiedni czas, a w tedy mnie zrozumiesz.
-Nie zrozumiem Cię Chris.! Ciebie nie da się zrozumieć. Żaden normalny człowiek się tak nie zachowuje.!-dopiero po wypowiedzeniu tych słów przemyślałam je. Zrozumiałam,że mogły urazić Chris'a. Ale było już za późno na zatrzymanie ich dla siebie.
-Wszyscy myślą tak jak ty. Sądziłem,że jesteś inna. I jesteś. Wiem to. Po prostu jeszcze nie zeszła z Ciebie szara codzienność.
-Zaczynam się Ciebie bać.! Jestem jakimś psycholem,czy co.?!-samochód gwałtownie zahamował. Chris powoli odwrócił głowę w moją stronę. Czułam,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
-Powiem Ci tylko jedno. Póki co, znasz moje imię, nie historię. Tak na prawdę nikt jej nie zna. Może poza moimi rodzicami. Ale mimo to, oni też uważają mnie za wariata. Nie chce się nad sobą użalać... Kiedyś byłem taki jak ty ... Może nawet gorszy. Kujon. Przerwy spędzałem z książkami. Aż do czasu. Do czasu śmierci pewnej osoby. To zmieniło mój punkt widzenia. Zrozumiałem,że może mi nie starczyć czasu. Że życie jest może krótsze niż mi się wydaje. Nurtowało mnie pytanie 'A co jeśli umrę młodo?. Co jeśli nie zrobię tych rzeczy, o których tyle czytałem?'. Zostawiłem książki i zacząłem robić co chcę. Od tamtego czasu moje życie jest dla mnie najważniejsze, mimo,że Tobie wydaje się inaczej.-nastała dziwna cisza. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Miał rację. Nie znałam go. Za to on o mnie wiedział już bardzo wiele. Po chwili Chris włączył silnik i ruszyliśmy w dalszą trasę.
-Wyglądasz jak trup.-Nick podszedł do mnie, gdy wyciągałam książki ze szkolnej szafki. Spojrzałam na niego posępnie. Takie żarty mnie nie bawiły.
-Przepraszam. Nie to miałem na myśli.-powiedział zmieszany-Po prostu jesteś blada jak ści--
-Aaapsik.! Przepraszam ...
-Własnie o tym mówiłem...
-Wczoraj miałam zimną kąpiel...
-Może więcej wyjaśnień .?-mieliśmy za kilka minut zacząć lekcje, dlatego ruszyliśmy w stronę klasy.
-Pamiętasz jak mówiłam Wam o Chris'ie .? No .. to wczoraj pokazał mi część ..swojego życia,że tak powiem..
-Priorytetem w jego życiu jest kąpiel w lodowatej wodzie. Pozdro.
-Nie znasz go więc proszę, przymknij się.
-A może czas,żeby go poznał huh . ?W końcu jestem Twoim przyjacielem...
-Kogo niby chcesz poznać .?-dołączył się do nas Matt.
-Tego nowego znajomego Lexi
-Też z chęcią bym go poznał. Tym bardziej,że to chyba nie taki zwykły znajomy skoro spędzasz z nim całe dnie,a nas olewasz...
-O co Ci chodzi. ?- zapytałam zdezorientowana. Matt spojrzał na Nick'a .-Możesz Nas na chwilę...
-Aaa, Okey - rzucił niechętnie -Zobaczymy się w klasie.- Machnął ręką i odszedł. Cały czas wyczekującym wzrokiem wpatrywałam się w swojego chłopaka.
-Możesz mi wytłumaczyć o co Ci chodziło.? Za chwilę rozpoczynam zajęcia...
-Wiem o Tobie i o tym całym Chris'ie. po prostu miałem nadzieję,że będziesz na tyle odważa,że powiesz mi o tym w twarz, a nie --
-Że co, przepraszam .?!
-Byłem wczoraj u Ciebie. Twoi rodzice powiedzieli,że pojechałaś z nim i wrócisz późno. To chyba jednoznaczna sytuacja, nie. ?
-Nie.! Chris to mój znajomy.To Ciebie kocham rozumiesz. ? Tylko Ciebie.
-Lexi proszę...
-O co mnie prosisz . ?Żebym przyznała się do czegoś co nie istnieje.?! Przepraszam,ale się nie doczekasz. A teraz wybacz,ale mam lekcje.-wyminęłam go odeszłam od niego szybkim krokiem. Nigdy nie pomyślałabym,że Matt posądzi mnie o zdradę.
Ledwie weszłam do klasy,a już po chwili zadzwonił dzwonek. Nauczycielka jak zwykle przyszła spóźniona. W ręku trzymała plik kartek.
-Za chwile rozdam Wam testy, o których mówiłam tydzień temu- przywitała się z nami.
Otworzyłam pospiesznie książkę w celu nauczenia się,ale już po chwili moje chęci zniknęły. Już nie raz pisałam sprawdzian nie ucząc się do niego ... Nagle w całej klasie rozległ się dźwięk mojego dzwonka. Nauczycielka spojrzała na mnie posępnie.
-Przepraszam.-powiedziałam lekko zmieszana i odrzuciłam połączenie. Po chwili na ekranie wyświetliło się ; 'Jedno nieodebrane połączenie od : Chris ' Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Złość na niego przeszłą mi bardzo szybko. To typ człowieka, na którego nie można długo się gniewać. Wyciszyłam telefon i schowałam to kieszeni. Pani Sprout rozdała testy. Już po przeczytaniu pierwszego zadania załamałam się. Ominęłam tę trudniejszą część i zabrałam się za zadania pisemne, które jako jedyne wychodziły mi dobrze. Minęło może 10 minut, gdy telefon nagle zawibrował w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go nieprzyłapana przez nikogo i odczytałam wiadomość. 'Za 20 minut, tam gdzie zawsze.? - Chris' . Nie zastanawiałam się zbyt długo nad odpowiedzią. 'Tak'. Wysłałam wiadomość chłopakowi, po czym bez zastanowienia zaczęłam zaznaczać odpowiedzi na chybił trafił.Wstałam i oddałam test nauczycielce, która wlepiła we mnie swoje wielkie oczy i patrzyła ze zdziwieniem.
-Taak... wie pani, jest sprawa. Nie czuję się zbyt dobrze, dlatego lepiej będzie, jak pójdę już do domu. Do widzenia.- nie czekając na odpowiedź wybiegłam za drzwi. Zostawiłam książki w mojej szafce i udałam się wprost do parku.
Chris czekał już na mnie. NA tej samej ławce, co zwykle. Można by ją uznać za naszą ławkę .... Trochę dziwnie to brzmi. W końcu nie jesteśmy parą, znamy się zaledwie tydzień,a już mamy swoje miejsce . A co jeśli zarzuty Matt'a nie były bezpodstawne ? Nie miałam jednak czasu na dłuższe rozmyślanie. Chłopak zobaczył,jak się zbliżam i podbiegł do mnie z pęczkiem kwiatów w ręku.
-Proszę.-podał mi je.
-Dziękuję ... - wzięłam podarunek od niego. Wciągnęłam głęboko powietrze. Mimo,że zapach wydzielany przez kwiaty był bardzo słabo wyczuwalny to pachniał naprawdę niesamowicie. Nastała chwila milczenia.
-Okeey..To może dziwnie zabrzmi,ale ... Wyrwałeś mnie z lekcji tylko po to,żeby dać mi te kwiatki .?
-Nie... Nie tylko...-chłopak uśmiechnął się. Ale to nie był zwykły uśmiech. Bynajmniej nie dla mnie. Przez ten uśmiech poczułam się jak jakaś mała dziewczynka, która zupełnie nie zna świata, nie wie jak żyć.
-A tak poza tym to to nie są jakieśtam kwiatki.-wyszczerzył się do mnie. Tyle,że tym razem poczułam, jakby to on był małym chłopcem dumnym z wykonania jakiejś pracy.-To bratki.
-Hmm.. I tutaj Cie zaskoczę.... wiedziałam to.!-wypowiedziałam ze śmiechem
-A więc muszę Ci powiedzieć,że zszokowałaś mnie.!- nadal się śmiał.-Ale chodziło mi raczej o znaczenie bratków.
-Hmm...a więc co oznaczają?
-Przyjaźń i harmonię między nami, mój respekt do Ciebie.. tak, to chyba wszystko
-Ciesze się ... Że poznałam Cię.
-Też się cieszę. .... a teraz masz ochotę na następną 'niebezpieczną' przygodę ? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach. Chciałam się zgodzić. I to bardzo. Mimo tego strachu,strasznie fajnie jest poczuć adrenalinę w żyłach. Chociażby i przez chwilę. Ale dobrze wiedziałam co muszę zrobić najpierw. Kiedy Chris dał mi te kwiatki zrozumiałam,że Matt miał powody,aby być zazdrosnym. A nie chcę go stracić przez nieporozumienie. Nie teraz, kiedy zostało mi już tak mało życia ...
Chyba za długo zwlekałam z odpowiedzią, gdyż Chris złapał mnie za rękę i pociągnął, chcąc mi przekazać,abym za nim szła. Jednak ja zatrzymałam się w półkroku.
-Chris... uwierz chciałabym. Bardzo. Bo pomimo,że wczoraj na ciebie krzyczałam,że to było nierozsądne i wgl to... to był to jeden z najlepszych rzeczy zrobionych przeze mnie w całym moim życiu. Chciałabym przeżyć jeszcze raz coś takiego,ale muszę pogadać z Matt'em. Wytworzyło się między nami pewne nieporozumienie i ...
-Spokojnie Lexi... To nie jest żadna spowiedź czy coś...
-Nie o to chodzi. Nie chciałabym, żebyś zrozumiała mnie źle .
-Okey, Lexi, serio. Kapuje. Jesteście z Matt'em i zależy Wam na sobie. To twój chłopak. Nie musisz się tłumaczyć. -nastała krótka przerwa.- Zresztą i tak pewnie nie masz prawo jazdy na motor, nie .?-wybuchnął śmiechem, na co ja odpowiedziałam tak samo.
-Motor ? Serio ? Powiem Ci tylko,że spędzanie z Tobą czasu nie może być nudne.
-Nie narzekam na moc wrażeń,że tak powiem .. - znowu się uśmiechnął.- A teraz już leć. Wyjaśnij swojemu chłopakowi,że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Dzięki. Jesteś ko-- -urwałam nagle słowo.- skąd wiesz,że akurat o to chodzi?-zapytałam trochę wystraszona.
-Proszę Cię ... O co innego mielibyście się kłócić ? On wie,że jesteś chora i nie chce Ci sprawiać przykrości..zresztą spędzasz tyle czasu ze mną,że na jego miejscu też byłbym zazdrosny. Źle mówię ?-zamiast odpowiedzi usłyszał tylko moje głębokie westchnięcie. Chyba nie powinnam była się na niego wkurzać. Raczej cieszyć,że powiedział mi to wprost.
-Podwieźć Cię do szkoły?
-A byłbyś tak miły .? - zrobiłam minę typu oczka kota ze 'Shrek'a' ,ale chyba coś mi nie wyszła bo w odpowiedzi zamiast usłyszeć 'Awww' słychać było tylko śmiech Chris'a.
Jego auto było zaparkowane przy najbliższej ulicy,dlatego dojście do niego zabrało nam tylko parę minut. Podczas jazdy chłopak radził mi jak się mam zachować podczas rozmowy z Matt'em. Dziwnie było słuchać jego rad. Prawdziwych rad. Po raz pierwszy miałam świadomość,że słowa Chris'a mogą być dla mnie naprawdę przydatne.Chłonęłam każde zdanie i starałam się je zapamiętać. W końcu co chłopak,to chłopak.
Kiedy podjechaliśmy pod szkołę trwała akurat przerwa, za którą dziękowałam Bogu. Zauważyłam Matt'a siedzącego na ła ławce na dziedzińcu szkoły. Chris zatrzymał auto,a ja szybko z niego wyskoczyłam i ruszyłam w stronę swojego chłopaka.
-Lexi.!-usłyszałam za sobą głos przyjaciela. Odwróciłam gwałtownie głowę.
-Huh?
-Powodzenia.!
-Dzięki.!-odpowiedziałam z uśmiechem.Chłopak odjechał.
Mimo porad Chris'a cała się trzęsłam. Cholernie bałam się tej rozmowy. Sęk w tym,że nic złego nie zrobiłam, więc czego miałabym się niby bać. Ponownie zwróciłam się w stronę Matt'a. Niestety jego nie było już na tym samym miejscu co poprzednio. Zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać się wokoło. Kiedy robiłam obrót po raz trzeci serce mocno mi waliło. W końcu dostrzegłam go po drugiej stronie parkingu.Wsiadał do swojego auta. Chciałam biec,ale i tak nie miałam już szans go dogonić. Na szczęście,aby wyjechać będzie musiał mnie minąć. Jechał dość szybko. Kiedy przejeżdżał koło mnie podbiegłam do samochodu i zastukałam w szybę. On tylko spojrzał na mnie posępnie i ruszył dalej. Machnęłam bezradnie rękoma. Stałam na środku drogi. Nie miałam pojęcia co robić, gdzie iść. Straciłam panowanie w całym ciele. Czułam się bezradna. Czemu ? Nie mam pojęcia. W końcu już nie raz mieliśmy kłótnie ... Choroba naprawdę,aż tak mnie zmieniła.? A przecież obiecałam sobie,że będę się zachowywać, jak dawniej .. Nie słyszałam nic dookoła. No dobrze, skłamałam. Usłyszałam głośne krzyki i głos,który wołałam moje imię. Zdezorientowana odwróciłam się. I wtedy poczułam mocne pchnięcie w brzuch. Ostatnie co pamiętam to okropny ból w brzuchu i walnięcie głową o asfalt.
_______________________________________________________
Zaczynam 'przemowę',jak zwykle-od przeprosin. Strasznie długo nie było nowego,ale cóż .. wymówka wciąż jedna i ta sama- szkoła. Niestety druga gimnazjum to nie to samo co pierwsza.; ( Strasznie dużo testów,kartkówek,rozprawek i innych pierdół...Nie mam czasu na pisanie .;/ Ale dzisiaj przysiadłam sie i zmusiłam do napisania. Mam nadzieję,że rozdział nie jest nudny...za błędy przepraszam,ale już nie mam siły czytać i poprawiać . ; / To do następnego . ;**
-Ola. ;3
niedziela, 14 października 2012
Chapter Fifth
Lexi
-Jesteś totalnie szurnięty.-mówiłam ze strachem w głosie, gdy staliśmy na krawędzi.
-W dzisiejszych czasach nikt nie jest normalny.-odpowiedział ze sotoickim spokojem.
-Dlaczego to robisz?
-Co takiego.?-nawet na moment nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w błękitną otchłań.
-Ryzykujesz życie. Nie zależy Ci na nim. Masz wszystko głęboko w dupie. Nie myśli--
-Mylisz się.- przerwał mi.-Zależy mi na życiu. Cholernie mi na nim zależy. To dlatego korzystam z niego jak tylko mogę. Moi rodzice najpierw próbowali mi niby pomóc. Czyli po protu prowadzali mnie do psychologa. Siedziałem u niego bez słowa i wychodziłem po godzinie. Przestali mnie tam prowadzać pogodzili się ze świadomością, że mają syna, który jest, jak to mówią szalony. Ale są w błędzie. Ja po prostu rozgryzłem czym jest życie. Znalazłem sposób na to, jak żyć.
-W takim razie przekaż mi ten sposób geniuszu. Zostało mi już niedużo czasu. Chciałabym wykorzystać swój czas na ziemi.
-Na trzy.
-Zwariowałeś.?!-wykrzyknęłam. Fale poniosły moje echo wgłąb morza.
-Nie. Chcesz poznać mój sposób ? Wiesz co robić ... -powiedział i odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co mam zrobić.
Matt
Lexi to moja dziewczyna. Była taka, jak inne,a zarazem różniła się od nich. Była wspaniała. Zresztą nadal jest. Cieszę się,że jestem jej chłopakiem i dodatkowo mam dwoje wspaniałych przyjaciół. Choroba ? To był dla mnie wielki cios. Ale przygotowałem się. Całą poprzednią noc spędziłem na przeglądaniu internetu. Wiem już chyba wszystko o raku i sposobach leczenia. Z tego co wiem od Belli to Lexi ma ogromne szanse na wyzdrowienie. Nie opuszczę jej. Mam zamiar pomóc jej wrócić do dawnego stanu. Zresztą tak samo jak Nick i Bella.
Dzisiaj nie zamieniliśmy, ani słowa o jej chorobie. To chyba lepiej. Widać po niej,że jest tym zmęczona i zestresowana. Mimo to uśmiechała się dzisiaj w szkole, żartowała. Tak bardzo mi jej brakowało przez te dwa tygodnie. Nie przeżyłbym, gdyby ona umarła. Jest dla mnie wszytskim. Gdyby jej nie było zostałbym z niczym ...
Po szkole chcieliśmy iść do kina albo na pizze,ale powiedział,że jest dzisiaj umówiona. Powiedzieliśmy,że nie ma sprawy i rozeszliśmy się, każdy w swoja stronę. Jednak w domu coś mnie tknęło. Ciekawiło mnie z kim Lexi może się spotykać, skoro zawsze to z nami spędzała cały swój czas. Poszedłem do jej domu. Okazało się,że wpadał na chwile się przebrać,wzięła torebkę i odjechała z jakimś chłopakiem. Powiedziała,że wróci późno.
To było dla mnie gorsze niż wepchnięcie sobie noża w serce. Nie mogłem uwierzyć ,że moja, a może już nie moja, Lexi mnie zdradza ...
Lexi
Po wyjściu z parku udaliśmy się do auta Chris'a, które stało zaparkowane po drugiej stronie ulicy. Dostałam zadyszki, gdy za nim biegłam. Imprezowy tryb życia ma swoje minusy. Po drodze do mojego domu ( poprosił mnie o podanie adresu) chłopak uważnie spoglądał na jezdnię,a mimo to cały czas miał wyraz twarzy, jakby nie przestawał o czymś rozmyślać. Jednak nie zagłębiałam się w szczegóły. Rozpoczynałam mało ważne tematy, które kończyły się najczęściej po kilku minutach.
-Przebierz się w coś wygodnego i spakuj ciepłe ciuchy.-powiedział, gdy zaparkowaliśmy pod moim domem.
-Po co ?
-Powiedziałem,że dowiesz się w swoim czasie.-powiedział i uśmiechnął się łobuzersko. Wyskoczyłam z auta i pospiesznie ruszyłam ku swojemu pokojowi. Przebrałam się w wygodne ciuchy, a do torby spakowałam coś ciepłego, tak jak mnie prosił Chris. Wychodząc oznajmiłam rodzicom,że późno wrócę (tak na wszelki wypadek) i wzięłam zapasowe klucze. W pośpiechu wróciłam do chłopaka.
Jechaliśmy parę godzin. Nie wiem dokładnie ile, wiem tylko,że byłam cholernie zmęczona. Dobrze,że w samochodzie Chrisa była klimatyzacja, bo za oknem wiatr dął niesamowicie. było coś koło 19'30, kiedy w końcu się zatrzymaliśmy.
-Yghrr nareszcie.! Nie mogłeś wybrać jakieś bliższej rozrywki.?-w pośpiechu odpięłam pas i wysiadłam z auta.
Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż jakiegoś muru, o który odbijały się fale. Zatrzymaliśmy się na końcu 'ściany' odgradzającej nas od morza. Chris zdjął buty i zabrał się za swoje ubranie.
-Striptiz dla ubogich.?-zaśmiałam się z niego,ale już po chwili doszło do mnie co chce zrobić.
-Tobie radziłbym zrobić to samo. Przypuszczam,że po skoku będzie trochę zimno.
-Czy Ciebie do reszty pojebało.?!
-Nie. Po prostu ciesze się życiem. Słyszałem,że ty też chcesz. Zapraszam. Panie przodem.-wskazał rękoma na szczeble wmocowane w mur.-Nie ?No trudno.
-Zaczekaj.-pospiesznie zaczęłam zdejmować buty i sweter. Nie mogłam pozwolić, by ten wariat się utopił. Gdy podniosłam głowę, on był już na szczycie muru. Wspięłam się na niego tak samo, jak Chris przed paroma minutami.
-Nie umiem pływać.-mówiłam ze strachem spoglądając w dół.
-Więc będzie jeszcze zabawniej.
-Zaryzykujesz moje życie.
-Ja Cie do niczego nie zmuszam ...
Wymieniliśmy jeszcze parę zdań między sobą, po czym Chris odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co robić. Miałam mętlik w głowie. Nie pamiętam dokładnie co się później potoczyło. Nie wiem dlaczego za nim skoczyłam. Pamiętam tylko jak ostry wiatr przecinał moje ciało, po czym uderzyłam o taflę morza. Woda była cholernie lodowata. Nie wiem co wtedy myślałam. Wszystko potoczyło się w kilka sekund. Wynurzyłam głowę spod wody, dygocąc z zimna.
-Chris...Chiiis.!-rozglądałam się za chłopakiem. Jednak nigdzie nie byłam w stanie go ujrzeć.-Chris.! Chris,gdzie jesteś.?! Do cholery odpowiedz w końcu.!-wołałam w przerażeniu.
Zaczęłam płynąć ku brzegu.
_______________________________________________________
Już na wstępie przepraszam. Rozdział ponownie spóźniony. Szkoła i brak czasu. Praktycznie codziennie robią nam klasówki. Ale mam nadzieję,że już niedługo ten koszmar się skończy . ;p Jednym z wielu powodów późnego pisania rozdziału jest też mała ilość komentarzy .;// Jak już pisałam wile razy, Dzięki komentarzom, aż chce się pisać. Wtedy wiadomo,że ktoś czyta te moje wypociny.
Dlatego dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia. ;**
Ogólnie to ten rozdział nie podoba mi się zbytnio. Pisany jest na szybko. Teraz postaram sie coś dodać na Another Life .
+ zmieniłam trochę wygląd. Mam nadzieję,że jest dobrze. ; ))
++ przepraszam za jakiekolwiek błędy. Nie mam juz siły,żeby sprawdzić.; /
No to do następnego .;**
-Jesteś totalnie szurnięty.-mówiłam ze strachem w głosie, gdy staliśmy na krawędzi.
-W dzisiejszych czasach nikt nie jest normalny.-odpowiedział ze sotoickim spokojem.
-Dlaczego to robisz?
-Co takiego.?-nawet na moment nie spojrzał na mnie. Wpatrywał się w błękitną otchłań.
-Ryzykujesz życie. Nie zależy Ci na nim. Masz wszystko głęboko w dupie. Nie myśli--
-Mylisz się.- przerwał mi.-Zależy mi na życiu. Cholernie mi na nim zależy. To dlatego korzystam z niego jak tylko mogę. Moi rodzice najpierw próbowali mi niby pomóc. Czyli po protu prowadzali mnie do psychologa. Siedziałem u niego bez słowa i wychodziłem po godzinie. Przestali mnie tam prowadzać pogodzili się ze świadomością, że mają syna, który jest, jak to mówią szalony. Ale są w błędzie. Ja po prostu rozgryzłem czym jest życie. Znalazłem sposób na to, jak żyć.
-W takim razie przekaż mi ten sposób geniuszu. Zostało mi już niedużo czasu. Chciałabym wykorzystać swój czas na ziemi.
-Na trzy.
-Zwariowałeś.?!-wykrzyknęłam. Fale poniosły moje echo wgłąb morza.
-Nie. Chcesz poznać mój sposób ? Wiesz co robić ... -powiedział i odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co mam zrobić.
Matt
Lexi to moja dziewczyna. Była taka, jak inne,a zarazem różniła się od nich. Była wspaniała. Zresztą nadal jest. Cieszę się,że jestem jej chłopakiem i dodatkowo mam dwoje wspaniałych przyjaciół. Choroba ? To był dla mnie wielki cios. Ale przygotowałem się. Całą poprzednią noc spędziłem na przeglądaniu internetu. Wiem już chyba wszystko o raku i sposobach leczenia. Z tego co wiem od Belli to Lexi ma ogromne szanse na wyzdrowienie. Nie opuszczę jej. Mam zamiar pomóc jej wrócić do dawnego stanu. Zresztą tak samo jak Nick i Bella.
Dzisiaj nie zamieniliśmy, ani słowa o jej chorobie. To chyba lepiej. Widać po niej,że jest tym zmęczona i zestresowana. Mimo to uśmiechała się dzisiaj w szkole, żartowała. Tak bardzo mi jej brakowało przez te dwa tygodnie. Nie przeżyłbym, gdyby ona umarła. Jest dla mnie wszytskim. Gdyby jej nie było zostałbym z niczym ...
Po szkole chcieliśmy iść do kina albo na pizze,ale powiedział,że jest dzisiaj umówiona. Powiedzieliśmy,że nie ma sprawy i rozeszliśmy się, każdy w swoja stronę. Jednak w domu coś mnie tknęło. Ciekawiło mnie z kim Lexi może się spotykać, skoro zawsze to z nami spędzała cały swój czas. Poszedłem do jej domu. Okazało się,że wpadał na chwile się przebrać,wzięła torebkę i odjechała z jakimś chłopakiem. Powiedziała,że wróci późno.
To było dla mnie gorsze niż wepchnięcie sobie noża w serce. Nie mogłem uwierzyć ,że moja, a może już nie moja, Lexi mnie zdradza ...
Lexi
Po wyjściu z parku udaliśmy się do auta Chris'a, które stało zaparkowane po drugiej stronie ulicy. Dostałam zadyszki, gdy za nim biegłam. Imprezowy tryb życia ma swoje minusy. Po drodze do mojego domu ( poprosił mnie o podanie adresu) chłopak uważnie spoglądał na jezdnię,a mimo to cały czas miał wyraz twarzy, jakby nie przestawał o czymś rozmyślać. Jednak nie zagłębiałam się w szczegóły. Rozpoczynałam mało ważne tematy, które kończyły się najczęściej po kilku minutach.
-Przebierz się w coś wygodnego i spakuj ciepłe ciuchy.-powiedział, gdy zaparkowaliśmy pod moim domem.
-Po co ?
-Powiedziałem,że dowiesz się w swoim czasie.-powiedział i uśmiechnął się łobuzersko. Wyskoczyłam z auta i pospiesznie ruszyłam ku swojemu pokojowi. Przebrałam się w wygodne ciuchy, a do torby spakowałam coś ciepłego, tak jak mnie prosił Chris. Wychodząc oznajmiłam rodzicom,że późno wrócę (tak na wszelki wypadek) i wzięłam zapasowe klucze. W pośpiechu wróciłam do chłopaka.
Jechaliśmy parę godzin. Nie wiem dokładnie ile, wiem tylko,że byłam cholernie zmęczona. Dobrze,że w samochodzie Chrisa była klimatyzacja, bo za oknem wiatr dął niesamowicie. było coś koło 19'30, kiedy w końcu się zatrzymaliśmy.
-Yghrr nareszcie.! Nie mogłeś wybrać jakieś bliższej rozrywki.?-w pośpiechu odpięłam pas i wysiadłam z auta.
Ruszyliśmy ścieżką wzdłuż jakiegoś muru, o który odbijały się fale. Zatrzymaliśmy się na końcu 'ściany' odgradzającej nas od morza. Chris zdjął buty i zabrał się za swoje ubranie.
-Striptiz dla ubogich.?-zaśmiałam się z niego,ale już po chwili doszło do mnie co chce zrobić.
-Tobie radziłbym zrobić to samo. Przypuszczam,że po skoku będzie trochę zimno.
-Czy Ciebie do reszty pojebało.?!
-Nie. Po prostu ciesze się życiem. Słyszałem,że ty też chcesz. Zapraszam. Panie przodem.-wskazał rękoma na szczeble wmocowane w mur.-Nie ?No trudno.
-Zaczekaj.-pospiesznie zaczęłam zdejmować buty i sweter. Nie mogłam pozwolić, by ten wariat się utopił. Gdy podniosłam głowę, on był już na szczycie muru. Wspięłam się na niego tak samo, jak Chris przed paroma minutami.
-Nie umiem pływać.-mówiłam ze strachem spoglądając w dół.
-Więc będzie jeszcze zabawniej.
-Zaryzykujesz moje życie.
-Ja Cie do niczego nie zmuszam ...
Wymieniliśmy jeszcze parę zdań między sobą, po czym Chris odbił się stopami o krawędź muru. Nie miałam pojęcia co robić. Miałam mętlik w głowie. Nie pamiętam dokładnie co się później potoczyło. Nie wiem dlaczego za nim skoczyłam. Pamiętam tylko jak ostry wiatr przecinał moje ciało, po czym uderzyłam o taflę morza. Woda była cholernie lodowata. Nie wiem co wtedy myślałam. Wszystko potoczyło się w kilka sekund. Wynurzyłam głowę spod wody, dygocąc z zimna.
-Chris...Chiiis.!-rozglądałam się za chłopakiem. Jednak nigdzie nie byłam w stanie go ujrzeć.-Chris.! Chris,gdzie jesteś.?! Do cholery odpowiedz w końcu.!-wołałam w przerażeniu.
Zaczęłam płynąć ku brzegu.
_______________________________________________________
Już na wstępie przepraszam. Rozdział ponownie spóźniony. Szkoła i brak czasu. Praktycznie codziennie robią nam klasówki. Ale mam nadzieję,że już niedługo ten koszmar się skończy . ;p Jednym z wielu powodów późnego pisania rozdziału jest też mała ilość komentarzy .;// Jak już pisałam wile razy, Dzięki komentarzom, aż chce się pisać. Wtedy wiadomo,że ktoś czyta te moje wypociny.
Dlatego dziękuję za wszystkie komentarze i wyświetlenia. ;**
Ogólnie to ten rozdział nie podoba mi się zbytnio. Pisany jest na szybko. Teraz postaram sie coś dodać na Another Life .
+ zmieniłam trochę wygląd. Mam nadzieję,że jest dobrze. ; ))
++ przepraszam za jakiekolwiek błędy. Nie mam juz siły,żeby sprawdzić.; /
No to do następnego .;**
-Ola. ;3
niedziela, 30 września 2012
Chapter Fourth.
Lexi
Jeszcze miesiąc temu po usłyszeniu budzika z rana nie byłabym zadowolona. Zakryłabym twarz poduszką i byłabym zła, za to,że muszę iść do szkoły. Poszłabym do łazienki, ogarnęła się w bardzo długim czasie, wyrzuciłabym wszystkie ciuchy z szafy zanim znalazłabym coś odpowiedniego do ubrania. Zjadłabym 'śniadanie' w dwie minuty i ruszyłabym wolnym krokiem do szkoły, jak zawsze byłabym spóźniona.
Tak właśnie wyglądał mój normalny dzień jeszcze miesiąc temu. Ale nie dziś. Wstałam jeszcze kilka minut przed budzikiem. Wzięłam szybki prysznic,włosy upięłam w luźnego koczka. Lekki makijaż, czarne rurki, biały top, brzoskwiniowa mgiełka i miętowe Vans'y. Byłam gotowa do wyjścia. Wychodząc z pokoju chwyciłam swoja torbę i zeszłam do kuchni. Szybkie śniadanie i wyjście do szkoły. Tym razem nie chciałam się spóźnić.
Bella
Lexi to moja najlepsza przyjaciółka. To dzięki niej jestem tym,kim jestem. Jeszcze parę lat temu byłam cichą myszka. Nie udzielałam się,siadałam na końcu klasy, byłam klasowym popychadłem. Wszystko zmieniło się, kiedy Lexi przyszła do naszej szkoły. Ze swojej poprzedniej została wyrzucona za zbyt wile bójek. Kiedy ja wchodziłam do szkoły czułam strach. A ona . ? Była tutaj pierwszy raz, a już czuła się 'królową'. Schodziłam jej z drogi. A w głębi ducha modliłam się,żeby nigdy mnie nie spotkała. Już sobie to wyobrażałam. Lexi po pierwszym spojrzeniu na mnie nie może przestać się śmiać,a ja z wielkim burakiem na twarzy uciekam do szkolnej toalety. Później,aż do końca szkoły dziewczyna prześladuje mnie. Yghrr. Stare, bardzo złe czasy, o których lepiej zapomnieć.
Jednak scenariusz naszego spotkania był zupełnie inny. Mianowicie byłam w sklepie i przymierzałam sukienkę na przyjęcie urodzinowe mojego taty. Przeglądałam się w lustrze przed przymierzalnią. Kątem oka ujrzałam Lexi, która przyglądała mi się przez chwilę,a już po chwili zniknęła za stosami innych ciuchów. Odetchnęłam z ulgą.
-Myślę,że ta będzie na Tobie wyglądała lepiej. Ta,którą masz teraz postarza Cię.-mówiła z uśmiechem,a w ręku trzymała brzoskwiniową sukienkę przewiązaną w talii pasem,zawiązanym na końcu w kokardkę. Przerażona wzięłam od niej sukienkę.
-Jest śliczna. Zaraz ją przymierzę.
-Jeżeli nie chcesz nie musisz --
-Nie, nie.! Naprawdę. ..
-Coś nie mówiłaś tego z przekonaniem.
-Po prostu ... Jestem zdziwiona,że ty ...-nie potrafiłam dobrać odpowiednich słów.
-Że ja ...?
-No wiesz...wydajesz się być typem dziewczyny, która woli dokuczać niż pomagać...
-Przykro,że tak o mnie myślisz...
-Nie!..to znaczy ..przepraszam... Wcale tak nie myślę, ja tylko...-mieszałam się we własnych słowach.
-Wszystko okey-Lexi roześmiała się.- Większość tak o mnie myśli.-nastała chwila niezręcznej ciszy. W lustrze zauważyłam,że zarumieniłam się,dlatego szybko weszłam do przebieralni.
-Ooch ty jeszcze tutaj ...-kiedy wyszłam ubrana w sukienkę , zdziwiłam się widokiem dziewczyny.
-Chciałam zobaczyć jak wyglądasz. Jeżeli chcesz to pójdę sobie
-Nie ... to znaczy jeżeli chcesz to ...-Lexi znowu się roześmiała a ja poczułam,że się czerwienię. Dziewczyna podeszła do mnie, zdjęła okulary i rozpuściła włosy, które jeszcze przed chwilą miałam związane w kucyka
-Eii .. co robi --
-Tak wyglądasz dużo lepiej.-uśmiechnęła się do mnie. Przyjaźnie się uśmiechnęła.
-Dziękuję za pomoc. Sukienka jest prześliczna.
-Nie ma za co. To .. do zobaczenia w szkole.- powiedziała odchodząc. Stałam jeszcze kilka minut jak głupia wpatrując się w lustro i uśmiechając.
Później Lexi sama podchodziła do mnie na przerwach,co było wielkim szokiem nie tylko dla mnie,ale i dla innych. Poznawałyśmy się coraz bardziej.Z początku Matt myślał,że mi dokucza czy coś i chciał pomóc. Lexi go nie polubiła. Byli wrogami. Aż do czasu,kiedy musieli zrobić razem projekt z chemii.Zbliżyli się do siebie,zmienili zdanie o sobie,aż w końcu stali się parą. Byłam w tedy już bardzo blisko z nią i cieszyłam się jej szczęściem.
Nick .... on cały czas zarywał do Lexi,a ona miała go głęboko w dupie. Kiedy dowiedział się,że ona i Matt są razem starał się za wszelką cenę rozbić ich związek. Nie mogłam na to pozwolić. Pięknie razem wyglądali, a tak poza tym to ... Nick podobał mi się. Dzięki mojej przyjaciółce stałam się odważniejsza. Pewnego razu jakimś nieszczęściem utknęłam z Nick'iem w windzie. Spędziliśmy, tam 3 godziny. I na szczęście udało mi się go przekonać,aby więcej nie przeszkadzał Lexi i Matt'owi. Posłuchał mnie. Tam też pierwszy raz pocałowaliśmy się i ... i staliśmy się parą.
Gdy Lexi wtedy zemdlała..przeraziłam się. Bardzo się przeraziłam. Pierwszy raz od czasów poznania Lexi. Była w śpiączce,a ja cały czas płakałam i modliłam się,aby dziewczyna jak najszybciej wybudziła się. Widok Matt'a tak zmartwionego był jeszcze bardziej dobijający. A Nick ... pierwszy raz widziałam,jak płakał. Wiadomość o jej chorobie była mocnym ciosem dla naszej trójki, nie mówiąc co Lexi musiała czuć. Znam ja na tyle dobrze,że wiem jak bardzo potrafi cierpieć. Tyle,że ona nie chce nikogo obarczać tym cierpieniem. Zamyka się w sobie i .. i koniec. Płacze, bierze tabletki nasenne dla uśmierzenia bólu. Byleby to zakończyć. W tedy wraca do Nas z powrotem, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Całą wczorajszą noc przepłakałam.Martwię się o swoją przyjaciółkę cholernie mocno. Mam nadzieję,że tym razem da sobie pomóc. wiem,że cierpi. Okazała to wczoraj w szkole. A ja nie pozwolę,jej cierpieć samej. Nie tym razem.
Bałam się,że mimo obietnicy, nie przyjdzie dzisiaj do szkoły. Miałam na budzi wielkiego banana, gdy weszłam do budynku,a ona już tam była. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
-Tak cię cieszę,że jesteś.-powiedziałam,gdy zdołała wydostać się z mojego uścisku.
-Też się cieszę,że Cię widzę. Usiądziemy .?
-Jasne ...
-Słuchaj Bell'a ...-zaczęła,gdy usiadłyśmy na trawniku przed szkołą.-Przepraszam. Przepraszam,że nie chciałam Was widzieć tam , w szpitalu. Po prostu ... to było ...
-Nie musisz się tłumaczyć. Rozumiem Cię.
-Nie rozumiesz.-odpowiedziała jakby mechanicznie. Musiałam wyglądać chyba na poruszoną tymi słowami,bo już po chwili ponownie przepraszała mnie.- Nie o to mi chodziło ... Po prostu to spadło na mnie tak z dnia na dzień. Wiesz, to strasznie dziwne uczucie,gdy jednego dnia masz cały świat w dupie, pijesz i jarasz ile wlezie,a już na następny dzień dowiadujesz się,że za kilka miesięcy ciebie juz nie będzie.
-Nie mów tak--
-Ale kiedy to prawda. Bella rak to straszna choroba. Nie mam tyle siły,aby go pokonać...
-Żartujesz sobie . ?! To dzięki Tobie nie jestem już życiowym nieudacznikiem. To dzięki Tobie mam chłopaka,który kiedyś był dla mnie nieosiągalny. To ty zamieniłaś nienawiść w miłość do Matt'a. Masz ogromna siłę,którą zamieniasz na lepsze.-udało mi się doprowadzić ją do uśmiechu.
-To strasznie miłe co mówisz. Gdybym mogła oddałabym wszystko co mam,aby mieć z powrotem zdrowie. Nawet nie wiesz, jak cenna jest teraz dla mnie każda sekunda. jak bardzo doceniam Każde słowo i każdy gest swoich najbliższych. Ale to rak decyduje o mojej przyszłości, nie ja.
-Lexi ... jest jeszcze chemioterapia. Razem uda Wam się pokonać tę wstrętna chorobę. A kiedy będzie już po wszystkim obiecuję,że pojedziemy na wycieczkę dookoła świata. Wiem jak bardzo chciałaś zwiedzić Europę.-na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
-Niestety jest drobny szczegół. Myślę,że nawet nie taki drobny ...
- Co takiego ...?-zapytałam zdziwiona.
-Chemioterapie nie pomagają mi. A niestety włosy już zaczęły mi wypadać. Postanowiła,że nie przyjmę już ani jednej więcej.
-Słucham.?!-wykrzyknęłam z niedowierzaniem.
-To moja decyzja. Choroba już nie zniknie. A ja chcę żyć pełnią życia, tak długo , jak tylko mogę. Alkohol i używki pójdą w odstawkę. Za to zacznę robić to, na co zawsze miałam ochotę.
-Mianowicie na co .?!
-Na przykład skok na bungee,albo szybka jazda motocyklem,samemu, mimo braku prawka. Jest tez wile innych rzeczy,które chcę zrobić. I zrobię je. Zrobię je jeszcze przed śmiercią. Zainspirował mnie powinien wspaniały chłopak.On sądzi,że dobrze robię, robiąc to, co chcę.
-Matt.? W życiu nie uwierzę,że byłby tak mało myślny --
-Nie, nie Matt. Chris.
-Kto. ?
-Chris. Poznałam go wczoraj . Niesamowity chłopka. Szurnięty,ale pełen życia.-nie wiem dlaczego,ale mówiła to z uśmiechem.
-No własnie. Szurnięty. Nie słuchaj go i dalej przyjmuj chemioterapie. one Ci pomogą. Wrócisz do zdrowia. Lexi , doktor mówił,że masz mnóstwo szans. Wiem od Twoich rodziców. A poza tym.. to chyba nie zdradzasz Matt'a z jakimś nowo-poznanym typem, co.?!
-No coś ty.! Wiem,że to może brzmieć dziwnie,ale po kilku godzinach spędzonych z nim czuję się jakbym znała go od dawna. To na pra--dzwonek przerwał nasza rozmowę. Lexi szybko podniosła się z trawnika. Zrobiłam to samo.- Bella wierze,że pragniesz mojego szczęścia, ale proszę uwierz mi,że tak będzie lepiej. Będę mogła robić to co chciałam zawsze zrobić,ale coś mnie zatrzymywało. Będę na prawdę szczęśliwa. A śmierć. ?A śmierć będzie końcem mojej wspaniałej przygody. Za to ty będziesz mogła zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Ty Matt i Nick. Proszę stań po mojej stronie. Nie martw się o jutro.Żyj chwilą.-Po policzkach ciekły mi łzy. To nie Lexi rozpaczała nad swoja choroba,ale ja. To na prawdę pokręcona dziewczyna. Kocham ją. Kocham ją mocniej niż własną siostrę,której niestety nie mam. Nie pogodzę się z jej odejściem. Nie potrafię.To zbyt trudne pozwolić odejść osobie,która wniosła tyle dobra w Twoje życie, która jest Twoim własnym słońcem w pochmurne dni. Nawet jeżeli ta osoba pragnie odejść. Nie zgodzę się na to. Za wszelką cenę będę bronic jej życia.
-No już nie płacz.-przytuliła mnie do siebie.-póki co, jestem tutaj z Tobą. Musisz mieć dużo dobrych wspomnień związanych ze mną,kiedy już mnie nie będzie. A chyba łzy nie są zbyt dobre.
-Proszę Cię nie mów tak ...-z trudem wydobywałam głos.
-No już dobrze. Od jutra zaczynamy spełniać swoje marzenia. Robimy sobie swój drugi start. Start w marzenia. A wiesz,że każdy start ma metę. Jeżeli droga jest wspaniała,to nawet najgorsza meta nie może popsuć radości wynikającej z posiadania wspaniałych ludzi przy sobie i możności spełniania marzeń. Nadchodzi dla nas lepsze jutro. Dlatego przestań już płakać.-Nie wiem, jak mogła mówić to wszystko w uśmiechem....
-Chodź już. Obiecałam się,że dzisiaj się nie spóźnię,ale ... jak widać moje stare nawyki pozostały.-roześmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę klasy.
Chris
Kiedy poznałem Lexi wiedziałem,że nasza znajomość nie zakończy się na jednym spotkaniu. Nie dałem jej swojego numeru telefonu. Właściwie to nawet go nie posiadam. Uważam to za zbyteczne. W dzisiejszym świecie nie potrafimy znaleźć nawet minuty na spotkanie w realu. Ja wolę spotkania tzw. 'oko w oko'.
Przyszedłem do parku. usiadłem dokładnie na tej samej ławce. Co kilka minut sprawdzałem zegarek. Minęło 56 minut i wtedy usłyszałem kroki. Nie czyjeśtam kroki, ale JEJ kroki. Usiadła obok mnie. Nie spojrzałem na nią.
-Od czego zaczynamy?
-Słucham- zapytała .
-Co chcesz dzisiaj robić.
-Nie powiedzia--
-Gdyby nie spodobał Ci się mój sposób życia nie wróciłabyś tutaj. Nie odnalazłabyś mnie. Dlatego pytam się ponownie. Co chcesz robić.? Na co masz ochotę.?
-Eeem.. Ja .. Ja nie ... Nie mam pojęcia. Wiesz.. ja jeszcze... ee. nie zas--
-Życie jest za krótkie na zastanawianie się.-wstałem z ławki. Dziewczyna zrobiła dokładnie to samo. Miałem dość szybki chód,dlatego musiała podbiec do mnie.
-Gdzie idziesz.?-zapytała zdezorientowana.
-Ja wiem, co chcę dzisiaj robić.
-A więc co .?-gwałtownie zatrzymałem się. Spojrzałem jej głęboko w oczy.
-Jeżeli chcesz korzystać z życia to chodź ze mną. Jeżeli nie jesteś na to gotowa i ... i boisz się,że stracisz życie,co uważam ,za głupie. Nawet głupi nóż,narzędzie zrobione przez człowieka, używane już nawet w prehistorii, potrafi odebrać ten jakże kruchy,a cenny dar-życie. Po prostu jeżeli się boisz to ... Zresztą chyba wiesz o co mi chodzi. Na ogół jestem otwarty więc po tych kilku godzinach, wczoraj, ze mną, wiesz jaki jestem. Jeżeli potrafisz zaryzykować życie ze mną...
-Potrafię. I chcę.-wtrąciła się. Zresztą nie dziwię się jej. Ludzi uważają,że zbyt dużo mówię i strasznie mieszam swoje wypowiedzi, przez co są niezrozumiałe. Jednak ja mam poukładane swoje życie. A oni mają w nim bałagan. Nie wiedza czego chcą... Mniejsza o to...Jestem dziwny .Wiem.
-Dobrze.-powiedziałem i ponownie ruszyłem.
-Więc co chcesz zrobić .?-zapytała ponownie zaczynając trucht,aby dotrzymać mi kroku.
-Dowiesz się.... W swoim czasie.
_______________________________________________________
Ta dammm! obiecałam rozdział co tydzień. Wiem spóźniłam się o jeden dzień,ale...jestem dumna,że tak szybko .;p Byłby jeszcze szybciej,ale byłam dzisiaj cały dzień u kuzynki,więc nie miałam jak pisać. Rozdział chyba dłuższy niż poprzednie. Mam nadzieję,że przypadnie Wam do gustu. ;**
Z komentarzy wynika,że polubiliście Chris'a,dlatego postanowiłam,że odegra większą rolę w opowiadaniu. Początkowo miał być to bohater tylko na kilka rozdziałów. Będzie najprawdopodobniej,aż do końca. ; ))
Dziękuję za wszystkie komentarze. To dzięki nim powstają kolejne rozdziały.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany i chciałby lepiej zapoznać się z postaciami to dodałam bohaterów . Zapraszam <3
Jeszcze miesiąc temu po usłyszeniu budzika z rana nie byłabym zadowolona. Zakryłabym twarz poduszką i byłabym zła, za to,że muszę iść do szkoły. Poszłabym do łazienki, ogarnęła się w bardzo długim czasie, wyrzuciłabym wszystkie ciuchy z szafy zanim znalazłabym coś odpowiedniego do ubrania. Zjadłabym 'śniadanie' w dwie minuty i ruszyłabym wolnym krokiem do szkoły, jak zawsze byłabym spóźniona.
Tak właśnie wyglądał mój normalny dzień jeszcze miesiąc temu. Ale nie dziś. Wstałam jeszcze kilka minut przed budzikiem. Wzięłam szybki prysznic,włosy upięłam w luźnego koczka. Lekki makijaż, czarne rurki, biały top, brzoskwiniowa mgiełka i miętowe Vans'y. Byłam gotowa do wyjścia. Wychodząc z pokoju chwyciłam swoja torbę i zeszłam do kuchni. Szybkie śniadanie i wyjście do szkoły. Tym razem nie chciałam się spóźnić.
Bella
Lexi to moja najlepsza przyjaciółka. To dzięki niej jestem tym,kim jestem. Jeszcze parę lat temu byłam cichą myszka. Nie udzielałam się,siadałam na końcu klasy, byłam klasowym popychadłem. Wszystko zmieniło się, kiedy Lexi przyszła do naszej szkoły. Ze swojej poprzedniej została wyrzucona za zbyt wile bójek. Kiedy ja wchodziłam do szkoły czułam strach. A ona . ? Była tutaj pierwszy raz, a już czuła się 'królową'. Schodziłam jej z drogi. A w głębi ducha modliłam się,żeby nigdy mnie nie spotkała. Już sobie to wyobrażałam. Lexi po pierwszym spojrzeniu na mnie nie może przestać się śmiać,a ja z wielkim burakiem na twarzy uciekam do szkolnej toalety. Później,aż do końca szkoły dziewczyna prześladuje mnie. Yghrr. Stare, bardzo złe czasy, o których lepiej zapomnieć.
Jednak scenariusz naszego spotkania był zupełnie inny. Mianowicie byłam w sklepie i przymierzałam sukienkę na przyjęcie urodzinowe mojego taty. Przeglądałam się w lustrze przed przymierzalnią. Kątem oka ujrzałam Lexi, która przyglądała mi się przez chwilę,a już po chwili zniknęła za stosami innych ciuchów. Odetchnęłam z ulgą.
-Myślę,że ta będzie na Tobie wyglądała lepiej. Ta,którą masz teraz postarza Cię.-mówiła z uśmiechem,a w ręku trzymała brzoskwiniową sukienkę przewiązaną w talii pasem,zawiązanym na końcu w kokardkę. Przerażona wzięłam od niej sukienkę.
-Jest śliczna. Zaraz ją przymierzę.
-Jeżeli nie chcesz nie musisz --
-Nie, nie.! Naprawdę. ..
-Coś nie mówiłaś tego z przekonaniem.
-Po prostu ... Jestem zdziwiona,że ty ...-nie potrafiłam dobrać odpowiednich słów.
-Że ja ...?
-No wiesz...wydajesz się być typem dziewczyny, która woli dokuczać niż pomagać...
-Przykro,że tak o mnie myślisz...
-Nie!..to znaczy ..przepraszam... Wcale tak nie myślę, ja tylko...-mieszałam się we własnych słowach.
-Wszystko okey-Lexi roześmiała się.- Większość tak o mnie myśli.-nastała chwila niezręcznej ciszy. W lustrze zauważyłam,że zarumieniłam się,dlatego szybko weszłam do przebieralni.
-Ooch ty jeszcze tutaj ...-kiedy wyszłam ubrana w sukienkę , zdziwiłam się widokiem dziewczyny.
-Chciałam zobaczyć jak wyglądasz. Jeżeli chcesz to pójdę sobie
-Nie ... to znaczy jeżeli chcesz to ...-Lexi znowu się roześmiała a ja poczułam,że się czerwienię. Dziewczyna podeszła do mnie, zdjęła okulary i rozpuściła włosy, które jeszcze przed chwilą miałam związane w kucyka
-Eii .. co robi --
-Tak wyglądasz dużo lepiej.-uśmiechnęła się do mnie. Przyjaźnie się uśmiechnęła.
-Dziękuję za pomoc. Sukienka jest prześliczna.
-Nie ma za co. To .. do zobaczenia w szkole.- powiedziała odchodząc. Stałam jeszcze kilka minut jak głupia wpatrując się w lustro i uśmiechając.
Później Lexi sama podchodziła do mnie na przerwach,co było wielkim szokiem nie tylko dla mnie,ale i dla innych. Poznawałyśmy się coraz bardziej.Z początku Matt myślał,że mi dokucza czy coś i chciał pomóc. Lexi go nie polubiła. Byli wrogami. Aż do czasu,kiedy musieli zrobić razem projekt z chemii.Zbliżyli się do siebie,zmienili zdanie o sobie,aż w końcu stali się parą. Byłam w tedy już bardzo blisko z nią i cieszyłam się jej szczęściem.
Nick .... on cały czas zarywał do Lexi,a ona miała go głęboko w dupie. Kiedy dowiedział się,że ona i Matt są razem starał się za wszelką cenę rozbić ich związek. Nie mogłam na to pozwolić. Pięknie razem wyglądali, a tak poza tym to ... Nick podobał mi się. Dzięki mojej przyjaciółce stałam się odważniejsza. Pewnego razu jakimś nieszczęściem utknęłam z Nick'iem w windzie. Spędziliśmy, tam 3 godziny. I na szczęście udało mi się go przekonać,aby więcej nie przeszkadzał Lexi i Matt'owi. Posłuchał mnie. Tam też pierwszy raz pocałowaliśmy się i ... i staliśmy się parą.
Gdy Lexi wtedy zemdlała..przeraziłam się. Bardzo się przeraziłam. Pierwszy raz od czasów poznania Lexi. Była w śpiączce,a ja cały czas płakałam i modliłam się,aby dziewczyna jak najszybciej wybudziła się. Widok Matt'a tak zmartwionego był jeszcze bardziej dobijający. A Nick ... pierwszy raz widziałam,jak płakał. Wiadomość o jej chorobie była mocnym ciosem dla naszej trójki, nie mówiąc co Lexi musiała czuć. Znam ja na tyle dobrze,że wiem jak bardzo potrafi cierpieć. Tyle,że ona nie chce nikogo obarczać tym cierpieniem. Zamyka się w sobie i .. i koniec. Płacze, bierze tabletki nasenne dla uśmierzenia bólu. Byleby to zakończyć. W tedy wraca do Nas z powrotem, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Całą wczorajszą noc przepłakałam.Martwię się o swoją przyjaciółkę cholernie mocno. Mam nadzieję,że tym razem da sobie pomóc. wiem,że cierpi. Okazała to wczoraj w szkole. A ja nie pozwolę,jej cierpieć samej. Nie tym razem.
Bałam się,że mimo obietnicy, nie przyjdzie dzisiaj do szkoły. Miałam na budzi wielkiego banana, gdy weszłam do budynku,a ona już tam była. Podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
-Tak cię cieszę,że jesteś.-powiedziałam,gdy zdołała wydostać się z mojego uścisku.
-Też się cieszę,że Cię widzę. Usiądziemy .?
-Jasne ...
-Słuchaj Bell'a ...-zaczęła,gdy usiadłyśmy na trawniku przed szkołą.-Przepraszam. Przepraszam,że nie chciałam Was widzieć tam , w szpitalu. Po prostu ... to było ...
-Nie musisz się tłumaczyć. Rozumiem Cię.
-Nie rozumiesz.-odpowiedziała jakby mechanicznie. Musiałam wyglądać chyba na poruszoną tymi słowami,bo już po chwili ponownie przepraszała mnie.- Nie o to mi chodziło ... Po prostu to spadło na mnie tak z dnia na dzień. Wiesz, to strasznie dziwne uczucie,gdy jednego dnia masz cały świat w dupie, pijesz i jarasz ile wlezie,a już na następny dzień dowiadujesz się,że za kilka miesięcy ciebie juz nie będzie.
-Nie mów tak--
-Ale kiedy to prawda. Bella rak to straszna choroba. Nie mam tyle siły,aby go pokonać...
-Żartujesz sobie . ?! To dzięki Tobie nie jestem już życiowym nieudacznikiem. To dzięki Tobie mam chłopaka,który kiedyś był dla mnie nieosiągalny. To ty zamieniłaś nienawiść w miłość do Matt'a. Masz ogromna siłę,którą zamieniasz na lepsze.-udało mi się doprowadzić ją do uśmiechu.
-To strasznie miłe co mówisz. Gdybym mogła oddałabym wszystko co mam,aby mieć z powrotem zdrowie. Nawet nie wiesz, jak cenna jest teraz dla mnie każda sekunda. jak bardzo doceniam Każde słowo i każdy gest swoich najbliższych. Ale to rak decyduje o mojej przyszłości, nie ja.
-Lexi ... jest jeszcze chemioterapia. Razem uda Wam się pokonać tę wstrętna chorobę. A kiedy będzie już po wszystkim obiecuję,że pojedziemy na wycieczkę dookoła świata. Wiem jak bardzo chciałaś zwiedzić Europę.-na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
-Niestety jest drobny szczegół. Myślę,że nawet nie taki drobny ...
- Co takiego ...?-zapytałam zdziwiona.
-Chemioterapie nie pomagają mi. A niestety włosy już zaczęły mi wypadać. Postanowiła,że nie przyjmę już ani jednej więcej.
-Słucham.?!-wykrzyknęłam z niedowierzaniem.
-To moja decyzja. Choroba już nie zniknie. A ja chcę żyć pełnią życia, tak długo , jak tylko mogę. Alkohol i używki pójdą w odstawkę. Za to zacznę robić to, na co zawsze miałam ochotę.
-Mianowicie na co .?!
-Na przykład skok na bungee,albo szybka jazda motocyklem,samemu, mimo braku prawka. Jest tez wile innych rzeczy,które chcę zrobić. I zrobię je. Zrobię je jeszcze przed śmiercią. Zainspirował mnie powinien wspaniały chłopak.On sądzi,że dobrze robię, robiąc to, co chcę.
-Matt.? W życiu nie uwierzę,że byłby tak mało myślny --
-Nie, nie Matt. Chris.
-Kto. ?
-Chris. Poznałam go wczoraj . Niesamowity chłopka. Szurnięty,ale pełen życia.-nie wiem dlaczego,ale mówiła to z uśmiechem.
-No własnie. Szurnięty. Nie słuchaj go i dalej przyjmuj chemioterapie. one Ci pomogą. Wrócisz do zdrowia. Lexi , doktor mówił,że masz mnóstwo szans. Wiem od Twoich rodziców. A poza tym.. to chyba nie zdradzasz Matt'a z jakimś nowo-poznanym typem, co.?!
-No coś ty.! Wiem,że to może brzmieć dziwnie,ale po kilku godzinach spędzonych z nim czuję się jakbym znała go od dawna. To na pra--dzwonek przerwał nasza rozmowę. Lexi szybko podniosła się z trawnika. Zrobiłam to samo.- Bella wierze,że pragniesz mojego szczęścia, ale proszę uwierz mi,że tak będzie lepiej. Będę mogła robić to co chciałam zawsze zrobić,ale coś mnie zatrzymywało. Będę na prawdę szczęśliwa. A śmierć. ?A śmierć będzie końcem mojej wspaniałej przygody. Za to ty będziesz mogła zacząć nowy rozdział w swoim życiu. Ty Matt i Nick. Proszę stań po mojej stronie. Nie martw się o jutro.Żyj chwilą.-Po policzkach ciekły mi łzy. To nie Lexi rozpaczała nad swoja choroba,ale ja. To na prawdę pokręcona dziewczyna. Kocham ją. Kocham ją mocniej niż własną siostrę,której niestety nie mam. Nie pogodzę się z jej odejściem. Nie potrafię.To zbyt trudne pozwolić odejść osobie,która wniosła tyle dobra w Twoje życie, która jest Twoim własnym słońcem w pochmurne dni. Nawet jeżeli ta osoba pragnie odejść. Nie zgodzę się na to. Za wszelką cenę będę bronic jej życia.
-No już nie płacz.-przytuliła mnie do siebie.-póki co, jestem tutaj z Tobą. Musisz mieć dużo dobrych wspomnień związanych ze mną,kiedy już mnie nie będzie. A chyba łzy nie są zbyt dobre.
-Proszę Cię nie mów tak ...-z trudem wydobywałam głos.
-No już dobrze. Od jutra zaczynamy spełniać swoje marzenia. Robimy sobie swój drugi start. Start w marzenia. A wiesz,że każdy start ma metę. Jeżeli droga jest wspaniała,to nawet najgorsza meta nie może popsuć radości wynikającej z posiadania wspaniałych ludzi przy sobie i możności spełniania marzeń. Nadchodzi dla nas lepsze jutro. Dlatego przestań już płakać.-Nie wiem, jak mogła mówić to wszystko w uśmiechem....
-Chodź już. Obiecałam się,że dzisiaj się nie spóźnię,ale ... jak widać moje stare nawyki pozostały.-roześmiałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę klasy.
Chris
Kiedy poznałem Lexi wiedziałem,że nasza znajomość nie zakończy się na jednym spotkaniu. Nie dałem jej swojego numeru telefonu. Właściwie to nawet go nie posiadam. Uważam to za zbyteczne. W dzisiejszym świecie nie potrafimy znaleźć nawet minuty na spotkanie w realu. Ja wolę spotkania tzw. 'oko w oko'.
Przyszedłem do parku. usiadłem dokładnie na tej samej ławce. Co kilka minut sprawdzałem zegarek. Minęło 56 minut i wtedy usłyszałem kroki. Nie czyjeśtam kroki, ale JEJ kroki. Usiadła obok mnie. Nie spojrzałem na nią.
-Od czego zaczynamy?
-Słucham- zapytała .
-Co chcesz dzisiaj robić.
-Nie powiedzia--
-Gdyby nie spodobał Ci się mój sposób życia nie wróciłabyś tutaj. Nie odnalazłabyś mnie. Dlatego pytam się ponownie. Co chcesz robić.? Na co masz ochotę.?
-Eeem.. Ja .. Ja nie ... Nie mam pojęcia. Wiesz.. ja jeszcze... ee. nie zas--
-Życie jest za krótkie na zastanawianie się.-wstałem z ławki. Dziewczyna zrobiła dokładnie to samo. Miałem dość szybki chód,dlatego musiała podbiec do mnie.
-Gdzie idziesz.?-zapytała zdezorientowana.
-Ja wiem, co chcę dzisiaj robić.
-A więc co .?-gwałtownie zatrzymałem się. Spojrzałem jej głęboko w oczy.
-Jeżeli chcesz korzystać z życia to chodź ze mną. Jeżeli nie jesteś na to gotowa i ... i boisz się,że stracisz życie,co uważam ,za głupie. Nawet głupi nóż,narzędzie zrobione przez człowieka, używane już nawet w prehistorii, potrafi odebrać ten jakże kruchy,a cenny dar-życie. Po prostu jeżeli się boisz to ... Zresztą chyba wiesz o co mi chodzi. Na ogół jestem otwarty więc po tych kilku godzinach, wczoraj, ze mną, wiesz jaki jestem. Jeżeli potrafisz zaryzykować życie ze mną...
-Potrafię. I chcę.-wtrąciła się. Zresztą nie dziwię się jej. Ludzi uważają,że zbyt dużo mówię i strasznie mieszam swoje wypowiedzi, przez co są niezrozumiałe. Jednak ja mam poukładane swoje życie. A oni mają w nim bałagan. Nie wiedza czego chcą... Mniejsza o to...Jestem dziwny .Wiem.
-Dobrze.-powiedziałem i ponownie ruszyłem.
-Więc co chcesz zrobić .?-zapytała ponownie zaczynając trucht,aby dotrzymać mi kroku.
-Dowiesz się.... W swoim czasie.
_______________________________________________________
Ta dammm! obiecałam rozdział co tydzień. Wiem spóźniłam się o jeden dzień,ale...jestem dumna,że tak szybko .;p Byłby jeszcze szybciej,ale byłam dzisiaj cały dzień u kuzynki,więc nie miałam jak pisać. Rozdział chyba dłuższy niż poprzednie. Mam nadzieję,że przypadnie Wam do gustu. ;**
Z komentarzy wynika,że polubiliście Chris'a,dlatego postanowiłam,że odegra większą rolę w opowiadaniu. Początkowo miał być to bohater tylko na kilka rozdziałów. Będzie najprawdopodobniej,aż do końca. ; ))
Dziękuję za wszystkie komentarze. To dzięki nim powstają kolejne rozdziały.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany i chciałby lepiej zapoznać się z postaciami to dodałam bohaterów . Zapraszam <3
- xoxo Ola . ; 3
niedziela, 23 września 2012
Chapter Third.
Lexi
Trzy godziny. Trzy godziny chodziłam po całym mieście bez celu. Wylałam z siebie litry łez. Byłam straszliwie zmęczona. Usiadłam na ławce w parku i przyglądałam się rzece,która płynęła na przeciw mnie. Kilkunastoosobowa grupa studentów poruszała się beztrosko kajakami po wodzie. Był to dość dziwny widok, o tej porze roku. Małe dzieci zbierały pożółkłe liście i rzucały je ku górze. Powtarzały tę czynność bez końca. Mężczyzna koło 50 uganiał się za swoim psem, rasy Lablador jeśli się nie mylę. Kobieta szła z wózkiem,w którym spał malutki chłopczyk. Na pomoście stała para staruszków ze swoimi wnukami. Karmili razem kaczki,których z minuty na minutę robiło się coraz więcej. Nic specjalnego. Zwykły krajobraz jesienny. Jednak inaczej go postrzegałam. Widziałam coś 'magicznego', coś innego w tych ludziach. Zazdrościłam tym małym dzieciaczkom, które beztrosko się bawiły. Nie miały żadnych problemów. Wydawały się być takie niewinne. Nie poznały jeszcze jakie na prawdę jest życie. Jakie okrutne potrafi być.
Para staruszków. Im także zazdrościłam. Dożyli spokojnej starości. Wychowali swoje dzieci,a teraz mogli patrzeć jak rosną ich wnuki. Byli szczęśliwi. Przeżyli,to co w życiu najważniejsze i teraz mogli odpoczywać bez zamartwiania się o swoją przyszłość. To wszystko dobijało mnie jeszcze bardziej. Jeszcze nigdy się tak nad sobą nie rozżalałam. Jeszcze nigdy tak nie doceniałam każdej minuty życia. Ale tez jeszcze nigdy nie spadł na mnie taki przytłaczający obowiązek. Obowiązek odpowiedniego pożgania się z bliskimi, pozostawienia części siebie, tutaj, na ziemi oraz najważniejszy, docenienie tych 17 lat życia.
Oparłam łokcie na kolanach, a twarz zasłoniłam dłońmi. Teraz mogłam spokojnie płakać. Byłam pewna,że już nikt nie wystraszy się tuszu spływającego po moich policzkach.
Poczułam jak ławka lekko drgnęła, a już po chwili czyjeś ramiona otaczały moje ciało. Byłam pewna,że to Matt. Bez zastanowienia wtuliłam się w niego. Pożegnanie z moimi przyjaciółmi i chłopakiem w rzeczywistości będzie dużo trudniejsze niż w moich myślach.
Trzy godziny. Trzy godziny chodziłam po całym mieście bez celu. Wylałam z siebie litry łez. Byłam straszliwie zmęczona. Usiadłam na ławce w parku i przyglądałam się rzece,która płynęła na przeciw mnie. Kilkunastoosobowa grupa studentów poruszała się beztrosko kajakami po wodzie. Był to dość dziwny widok, o tej porze roku. Małe dzieci zbierały pożółkłe liście i rzucały je ku górze. Powtarzały tę czynność bez końca. Mężczyzna koło 50 uganiał się za swoim psem, rasy Lablador jeśli się nie mylę. Kobieta szła z wózkiem,w którym spał malutki chłopczyk. Na pomoście stała para staruszków ze swoimi wnukami. Karmili razem kaczki,których z minuty na minutę robiło się coraz więcej. Nic specjalnego. Zwykły krajobraz jesienny. Jednak inaczej go postrzegałam. Widziałam coś 'magicznego', coś innego w tych ludziach. Zazdrościłam tym małym dzieciaczkom, które beztrosko się bawiły. Nie miały żadnych problemów. Wydawały się być takie niewinne. Nie poznały jeszcze jakie na prawdę jest życie. Jakie okrutne potrafi być.
Para staruszków. Im także zazdrościłam. Dożyli spokojnej starości. Wychowali swoje dzieci,a teraz mogli patrzeć jak rosną ich wnuki. Byli szczęśliwi. Przeżyli,to co w życiu najważniejsze i teraz mogli odpoczywać bez zamartwiania się o swoją przyszłość. To wszystko dobijało mnie jeszcze bardziej. Jeszcze nigdy się tak nad sobą nie rozżalałam. Jeszcze nigdy tak nie doceniałam każdej minuty życia. Ale tez jeszcze nigdy nie spadł na mnie taki przytłaczający obowiązek. Obowiązek odpowiedniego pożgania się z bliskimi, pozostawienia części siebie, tutaj, na ziemi oraz najważniejszy, docenienie tych 17 lat życia.
Oparłam łokcie na kolanach, a twarz zasłoniłam dłońmi. Teraz mogłam spokojnie płakać. Byłam pewna,że już nikt nie wystraszy się tuszu spływającego po moich policzkach.
Poczułam jak ławka lekko drgnęła, a już po chwili czyjeś ramiona otaczały moje ciało. Byłam pewna,że to Matt. Bez zastanowienia wtuliłam się w niego. Pożegnanie z moimi przyjaciółmi i chłopakiem w rzeczywistości będzie dużo trudniejsze niż w moich myślach.
Christian
Zobaczyłem dziewczynę siedzącą na ławce. Miała twarz zakrytą dłońmi. Wyglądała jak ja, jeszcze kilka miesięcy temu. Zapewne dowiedziała się czegoś co teraz bardzo przeżywa. Znam ten ból. Ale teraz nauczyłem się,że życia nie należy marnować na takie błahostki. Należy z niego korzystać,tyle ile się da. Dlatego rzuciłem szkołę. I tak mi się na nic nie przyda. Już nie. Kiedyś chciałem być lekarzem. Dokładniej chirurgiem. Bardzo dobrze się uczyłem. Sam wyszukiwałem sobie dodatkowych informacji. To wszystko dla czystej satysfakcji,że jestem w czymś lepszy od innych. Taki mój urok. Wszystko zmieniło się jakiś rok temu, kiedy uległem wypadkowi samochodowemu. Ale nie warto wspominać tamtego dnia. Wspominać należy tylko to,co wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Nauczyłem się tego od swojego psychologa. Podobno jest ze mnie dumny,ale domyślam się,że mówi tak każdemu,dla satysfakcji. Mniejsza o to ... Od tamtej pory zacząłem robić rzeczy, które zawsze mnie ciekawiły. Raz podciąłem sobie żyły. Nie chciałem się zabić. Nie. Chciałem tylko poczuć jak to jest, gdy krew wylewa się z ciebie. Niektórzy,a może raczej większość uważa mnie za psychola, ale .... Naprawdę nigdy nie zastanawialiście się jak to jest,kiedy ostra krawędź żyletki przecina komórki w Twoim ciele .? Jestem pewny,że tak ...
Skoczyłem też na bungee . Niesamowite uczucie. Tak, jakby wiatr chciał przedostać się w Twoje ciało. Polecam. Ciekaw tez jestem, jak to jest,gdy woda zalewa Twoje płuca. Tak jest myślę o utopieniu się. Ale jest jeszcze zbyt wiele rzeczy, które chcę zrobić,aby się zabijać. Może kiedyś ...
Kiedy zobaczyłem tę brunetkę pierwsze,co pomyślałem to 'Pomóc jej'. 'Za wszelką cenę pomóc jej cieszyć się życiem.' Bez zastanowienia rozpocząłem swój plan. Właściwie to nie miałem żadnego planu. Po prostu podszedłem do niej i ją przytuliłem. Chyba jej się spodobało,bo odwzajemniła mój uścisk. Ujrzałem smugi tuszu na jej policzkach. Roześmiałem się. Wtedy spojrzała na mnie swoimi dużymi,niebieskimi oczami i szybko odskoczyła ode mnie.
-Kim ty w ogóle jesteś.?!-wykrzyknęła do mnie.
-Nie bój się. Chcę CI pomóc.
-Matt Cie tu przysłał.? Nick .? A może Bella.?
-O kim tu mówisz.? Przechodziłem obok, zobaczyłem,że płaczesz,więc chciałem pomóc.
-Jesteś jakimś psycholem czy coś.? Bo nikt normalny nie podchodzi do nieznajomych i ich nie przytula.!
-A niektórzy tak o mnie myślą. Ale mi to nie przeszkadza. Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż przejmować się opinią innych.
-Chyba muszę zacząć stosować się do Twojej zasady ...-spuściła wzrok.
-Chyba tak ... Jeżeli ktoś Cie teraz zobaczy na pewno się wystraszy ...-wyjąłem chusteczkę z kieszeni.-masz. Wytrzyj się.
-Dzięki-wzięła i zaczęła wycierać swoje policzki.-Tak apropo to jestem Lexi.-wyciągnęła rękę w moją stronę.
-Christian ... ale wszyscy mówią na mnie Chris. Miło mi Cię poznać.-uśmiechnąłem się do niej i uścisnąłem jej rękę.
-Nie powinieneś być teraz w szkole .?-zagadnęła
-Powinienem.A ty nie powinnaś być teraz w szkole .?
-Powinnam.
-Woow,ale z Ciebie niegrzeczna dziewczynka.-roześmiała się- jeej w końcu zobaczyłem Twój uśmiech-uniosłem ręce w geście zwycięstwa, na co Lexi odpowiedziała jeszcze szerszym uśmiechem. Swoją drogą był bardzo ładny. Taki...szczery.-Skoro obydwoje nie jesteśmy tam,gdzie powinniśmy być to może przejdziemy się, huh .?
-A czemu nie.-wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę rzeki.
-Więc gadaj,który to.
-Słucham.?
-Gadaj,który złamał CI serce,że aż przez niego płakałaś i w dodatku zwiałaś z lekcji.
-Nie chodzi o złamane serce.
-A więc o co.?-dziewczyna,nie odpowiedziała tylko wpatrywała się w przejrzystą rzekę.-Przepraszam. Nie powinienem --
-Nie... wszystko w porządku. Po prostu to spadło na mnie, tak z dnia na dzień ...
-Rozumiem Cię. nie musisz mówić jeżeli nie chcesz.
-Wątpię czy rozumiesz. Ty się nie dowiedziałeś o tym,że masz raka.
-Och...przykro mi.
-Tsaa mi też....
-Co powiesz na lody.?
-O tej porze roku.?
-A kto powiedział,że nie. Poza tym... zasady są po to,żeby je łamać. Zresztą dobrze o tym wiesz.-uśmiechnąłem się łobuzersko, na co ona odpowiedziała swoim przeuroczym uśmiechem.
Lexi
Poszliśmy z Chrisem na lody, potem zabrał mnie na dach jakiegoś wieżowca. Rosło na nim pełno przeróżnych roślin. Tak jest, rośliny na dachu. Brzmi dziwnie,ale widok jest nieziemski. Cały czas rozmawialiśmy. nawet przez moment nie zabrakło nam tematów. Czułam się jakbym znała go od zawsze. No i dzięki niemu uśmiechnęłam się pierwszy raz od czasu, kiedy dowiedziałam się o swojej chorobie. Szczerze .? Przy nim śmiałam się cały czas. To niesamowity chłopak. Otwarty,a mimo to pełen tajemnic. Niestety rodzice zadzwonili po mnie i szybko wróciłam do domu. Zapomniałam wziąć od niego numer telefonu. Jednak nie tracę nadzieje,że kiedyś go jeszcze spotkam. Chris nauczył mnie,że zawsze warto jest mieć nadzieje i,że trzeba się cieszyć nawet tymi drobnymi rzeczami. To dziwnie brzmi,ale to prawda. Jest taki pełen życia. Nie wiem skąd czerpie energię,ale jest naprawdę niesamowity.
Rodzice nieźle się wkurzyli za moją ucieczkę ze szpitala. Ale chyba udało mi się ich namówić na pozostanie w domu. Jeszcze nic im nie wspomniałam o tym,że chcę odstawić chemioterapię. Dowiedzą się tego w swoim czasie. Chris mnie popiera. uważa,że powinniśmy sami dokonywać swoich wyborów. Swoją drogą to nieźle pokręcony gość. Opowiadał mi, jak w czasie zimy rozłamał lód w ich basenie i wskoczył do niego, bo taką miał ochotę. Później chorował przez następne dwa tygodnie. On nie traci życia na coś,co nie jest mu potrzebne do szczęścia. Robi to, co chce, nie myśląc o konsekwencjach. Od dzisiaj to on jest moim idolem.
Wieczorem odpisałam na sms'y Bell'i Nick'a I Matt'a. Poinformowałam ich,że wszystko okey. Obiecałam,że jutro przyjdę do szkoły. Zrobię to. Czuję się tak,jakby Chris przekazał mi kawałek swojego optymizmu. Znam go od jakiś 5 godzin, a już uwielbiam.
Po przejrzeniu facebook'a , twitter'a i innych stron (byłam odcięta od internetu przez dwa tygodnie) położyłam się spać. Byłam z siebie dumna. Pierwsza noc w czasie, której nie płakałam i nie zanosi się na to,że będę płakała. A wszystko dzięki Chris'owi.
Zasnęłam z nadzieją na ponowne spotkanie z nim.
______________________________________________________
A więc kolejny rozdział. W końcu udało mi się napisać coś dłuższego .:D Wiem,że długo nie było i przepraszam.Ale najpierw chciałam dodać rozdział na Another Life . Postaram się dodawać rozdziały w każdy weekend,ale nie obiecuję,że tak będzie.
Dziękuję bardzo za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem .;** Cieszę się,że ktoś to czyta i w dodatku podoba Wam się. ;*
Ten rozdział chcę zadedykować kochanej Paulinie ;3 (Zapraszam też na jej blogi. Są naprawdę niesamowite.!)
Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Bardzo chciałabym poznać Wasza opinię ; >
Więc miłego czytania .Hope You Like It .;**
-Ola. ;3
czwartek, 23 sierpnia 2012
Chapter second.
-Ochh-powiedziała lekarz. Wyglądał na skrępowanego.-Widzę,że nie będziemy musieli czekać na Twoich rodziców.-spojrzał na mnie takim wzrokiem,jakby mnie przepraszał-Bardzo mi przykro z powodu .... z powodu raka .
-Czy ja... czy ja umrę.?- zapytałam drżącym głosem.
-Na szczęście masz 80 % szans na przeżycie. Jeżeli tylko podamy szybko chemie to będzie nawet 100%- patrzyłam na lekarza z niedowierzaniem. Poczułam łzy na policzkach.
-Kochanie, tak się cieszymy,że w końcu się obudziłaś- do sali wpadli rodzice. Uściskali mnie z całych sił.- Coś się stało.? Czemu płaczesz.?- zapytała mama. Nie potrafiłam jej odpowiedzieć. Mocno się do niej przytuliłam.
-Mam dla państwa nie-miłą wiadomość-zaczął lekarz.-Pańska córka jest chora na raka płuc.-rodzice spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
-Słucham.?
-Bardzo mi przykro. Najlepiej byłoby od razu podać chemię. W tedy moglibyśmy 'go' zatrzymać, w innym przypadku mogą pojawić się przerzuty.
-Kiedy może odbyć się pierwszy zabieg.?-milczenie przerwał mój tata.
-Chociażby i jutro.
-Dobrze, chcę żeby wszystko odbyło się jak najszybciej.
-W takim razie muszę państwa zostawić i załatwić wszystko.-powiedział po czym opuścił salę.
Rodzice byli przy mnie cały czas. Do domu szli tylko się odświeżyć. W dodatku pojedyńczo. W ciągu dwóch tygodni Matt, Nick i Bella byli u mnie kilka razy. Nie chciałam się z nimi widzieć. O niczym jeszcze nie wiedzą. Nie chcę żeby wiedzieli. Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział. Rak to nie jest zwykłe przeziębienie. To nie minie zaraz po przyjęciu antybiotyku. Z nim nie wygrasz. Tylko nieliczni mają tyle siły,aby stawić mu czoła. Ja niestety nie mam. Nie mam nawet wiary w to,że wyzdrowieję. Po prostu pogodziłam się już ze świadomością,że za kilka miesięcy mnie tutaj już nie będzie. Przyzwyczajam moich przyjaciół do tego już teraz. Czasami mam chwile słabości. Po prostu nie wytrzymuję tego ciężaru, jaki na mnie spadł z dnia na dzień. W tedy płaczę. Łzy cieknął ze mnie strumieniami. Na szczęście jeszcze nikt nigdy nie widział tych moich 'chwil słabości'. Dzisiaj udało mi się odesłać rodziców do ich normalnego życia. Przekonałam ich,że poradzę sobie. Uwierzyli. Tak na prawdę jestem bezsilna. Najchętniej utopiłabym te wszystkie smutki w alkoholu-tak jak robiłam to dawniej. W dodatku ta chemioterapia nic nie daje. Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Włosy powoli zaczynają mi wypadać. Ale już postanowiła. Wiem co zrobię z resztą tego jakże marnego życia. Chcę mieć te wcześniejsze. Chcę chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi, wyglądać jak dawniej. Nie przyjmę już więcej chemii. I tak śmierć mnie nie ominie. A chcę chociaż wyglądać tak jak dawniej.
Rano szybko spakowałam swoje rzeczy, przebrałam się w swoje ciuchy i odłączyłam od tych wszystkich kroplówek. Poczułam się dużo lepiej nie będąc podłączona do tych wszystkich kabelków. Szybko i niezauważalnie uciekłam ze szpitala. Złapałam pierwsza lepszą taksówkę i pojechałam prosto do domu.
Wzięłam prysznic, przebrałam się,umalowałam,uczesałam i złapałam za torbę. W rękę wzięłam tosta,którego zjadłam po drodze do szkoły. Spóźniłam się na pierwszą lekcję,dlatego poczekałam przed budynkiem do przerwy. Gdy usłyszałam dzwonek od razu weszłam na szkolny korytarz.
-Lexi,wróciłaś-usłyszałam za sobą głos przyjaciółki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo za nią tęskniłam. Bella rzuciła mi się na szyję i mono uścisnęła. Zabolało. Ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Nawet nie wiesz,jak bardzo się za Wami stęskniłam.-tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Po chwili przyszła kolej na uściski od Nick'a, a potem Matt'a.
-Lexi, to że miałaś zapalenie płuc i nie mogłaś wyglądać idealnie leżąc w szpitalu to nie znaczy,że nie mogliśmy Cię odwiedzać. Pewnie wystraszylibyśmy się Ciebie w nieułożonych włosach i bez makijażu, no ale ... - Nick'a jak zwykle nie odstępowało poczucie humoru. Jak zwykle mówił wszystko z uśmiechem. No ale jak tu mu sie dziwić. Chłopak nie ma żadnych zmartwień. Ma nadzinych rodziców i ... i nie jest chory. - No,lae chyba nie zapomniałaś naszego motta huh. ? 'Pozostań silny,aż do końca.' Nawet w chorobie powinnaśbyła pozostać silna i pozwolić Nam trochę się z Ciebie pośmiać. - patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Rodzice powiedzieli im,że miałam zapalenie płuc, gdyby tylko znali prawde ...
-No hey .. tylko żartowałem, na pewno wyglądałaś pieknie. -mimowolnie uśmiechnęłam się. Ale juz po chwili płakałam. Byłam w błędzie. Jeszcze nie pogodziłam sie z tym,że niedługo stracę to wszystko co mam.
-Kochanie co jest .? -Zapytał Matt i mocno mnie do siebie przytulił.
-To nie było zapalenie płuc.-spojrzałam na nich wszystkich przez załzawione oczy. Chciałam,żeby poznali prawdę zanim się od nich 'odetnę'. -Lekarze wykryli u mnie raka płuc.- mówiłam przez łzy.- Chemioterapie mi zbytnio nie pomagają. Nie pożyje zbyt długo. Ale te ostatnie tygodnie czy miesiące chciałam spędzić tak jak dawniej. Niestety nie da się. Nie potrafię. -otarłam policzki-Przepraszam,ale to już koniec. Poddaję się. Jestem zbyt słaba. Słabsza niż sądziłam. - przerwałam na chwilę- Chciałbym się tylko z Wami pożegnać. Proszę Was tylko o jedno. Przstańcie pić i palić. Nie chce,żeby spotkało Was to, co mi się przytrafiło. Po prostu zachowujcie się tak, jakby mnie już tutaj nie było. Nie chcę żebyście widzieli jak z dnia na dzień wyglądam coraz gorzej. Kocham Was. Dlatego odchodzę. Chcę żebyście taką mnie zapamiętali. Wiem,że gadam jak jakiś stary przynudzający człowiek,ale teraz na nic innego mnie nie stać.-Po tym całkowicie zalałam się łzami. - Pamiętajcie,że Was kocham i nie zapomnę o Was,aż do końca. Jesteście najlepsi.- to było ostatnie co udało mi się z siebie wykrztusić.
Potem od razu uciekłam od nich. Uciekłam jak jakiś tchórz. Dopiero w takich momentach życia jak ten widać kto jest naprawdę silny. Teraz widze,że to co robiłam, nie było odważne tylko głupie. żałuję tego. Ale sam żal niczego nie zmieni. Wyrok zapadł.
________________________________________________
Przepraszam,że dopiero teraz nowy,ale cały sierpień nie było mnie w domu. Teraz też jest u mnie kuzynka,ale udało mi się na szybko coś napisać. Mam nadzieję,że się podoba. ; ))
+Bardzo dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim rozdziałem. To naprawdę pomaga w pisaniu, bo wiem,że ktoś to wgl czyta. Jeszcze raz DZIEKUJĘ .! ; **
Mam nadzieję,że rozdział się Wam podoba .;3
-Czy ja... czy ja umrę.?- zapytałam drżącym głosem.
-Na szczęście masz 80 % szans na przeżycie. Jeżeli tylko podamy szybko chemie to będzie nawet 100%- patrzyłam na lekarza z niedowierzaniem. Poczułam łzy na policzkach.
-Kochanie, tak się cieszymy,że w końcu się obudziłaś- do sali wpadli rodzice. Uściskali mnie z całych sił.- Coś się stało.? Czemu płaczesz.?- zapytała mama. Nie potrafiłam jej odpowiedzieć. Mocno się do niej przytuliłam.
-Mam dla państwa nie-miłą wiadomość-zaczął lekarz.-Pańska córka jest chora na raka płuc.-rodzice spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
-Słucham.?
-Bardzo mi przykro. Najlepiej byłoby od razu podać chemię. W tedy moglibyśmy 'go' zatrzymać, w innym przypadku mogą pojawić się przerzuty.
-Kiedy może odbyć się pierwszy zabieg.?-milczenie przerwał mój tata.
-Chociażby i jutro.
-Dobrze, chcę żeby wszystko odbyło się jak najszybciej.
-W takim razie muszę państwa zostawić i załatwić wszystko.-powiedział po czym opuścił salę.
Rodzice byli przy mnie cały czas. Do domu szli tylko się odświeżyć. W dodatku pojedyńczo. W ciągu dwóch tygodni Matt, Nick i Bella byli u mnie kilka razy. Nie chciałam się z nimi widzieć. O niczym jeszcze nie wiedzą. Nie chcę żeby wiedzieli. Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział. Rak to nie jest zwykłe przeziębienie. To nie minie zaraz po przyjęciu antybiotyku. Z nim nie wygrasz. Tylko nieliczni mają tyle siły,aby stawić mu czoła. Ja niestety nie mam. Nie mam nawet wiary w to,że wyzdrowieję. Po prostu pogodziłam się już ze świadomością,że za kilka miesięcy mnie tutaj już nie będzie. Przyzwyczajam moich przyjaciół do tego już teraz. Czasami mam chwile słabości. Po prostu nie wytrzymuję tego ciężaru, jaki na mnie spadł z dnia na dzień. W tedy płaczę. Łzy cieknął ze mnie strumieniami. Na szczęście jeszcze nikt nigdy nie widział tych moich 'chwil słabości'. Dzisiaj udało mi się odesłać rodziców do ich normalnego życia. Przekonałam ich,że poradzę sobie. Uwierzyli. Tak na prawdę jestem bezsilna. Najchętniej utopiłabym te wszystkie smutki w alkoholu-tak jak robiłam to dawniej. W dodatku ta chemioterapia nic nie daje. Z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Włosy powoli zaczynają mi wypadać. Ale już postanowiła. Wiem co zrobię z resztą tego jakże marnego życia. Chcę mieć te wcześniejsze. Chcę chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi, wyglądać jak dawniej. Nie przyjmę już więcej chemii. I tak śmierć mnie nie ominie. A chcę chociaż wyglądać tak jak dawniej.
Rano szybko spakowałam swoje rzeczy, przebrałam się w swoje ciuchy i odłączyłam od tych wszystkich kroplówek. Poczułam się dużo lepiej nie będąc podłączona do tych wszystkich kabelków. Szybko i niezauważalnie uciekłam ze szpitala. Złapałam pierwsza lepszą taksówkę i pojechałam prosto do domu.
Wzięłam prysznic, przebrałam się,umalowałam,uczesałam i złapałam za torbę. W rękę wzięłam tosta,którego zjadłam po drodze do szkoły. Spóźniłam się na pierwszą lekcję,dlatego poczekałam przed budynkiem do przerwy. Gdy usłyszałam dzwonek od razu weszłam na szkolny korytarz.
-Lexi,wróciłaś-usłyszałam za sobą głos przyjaciółki. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo za nią tęskniłam. Bella rzuciła mi się na szyję i mono uścisnęła. Zabolało. Ale nie dałam tego po sobie poznać.
-Nawet nie wiesz,jak bardzo się za Wami stęskniłam.-tylko tyle zdołałam z siebie wydusić. Po chwili przyszła kolej na uściski od Nick'a, a potem Matt'a.
-Lexi, to że miałaś zapalenie płuc i nie mogłaś wyglądać idealnie leżąc w szpitalu to nie znaczy,że nie mogliśmy Cię odwiedzać. Pewnie wystraszylibyśmy się Ciebie w nieułożonych włosach i bez makijażu, no ale ... - Nick'a jak zwykle nie odstępowało poczucie humoru. Jak zwykle mówił wszystko z uśmiechem. No ale jak tu mu sie dziwić. Chłopak nie ma żadnych zmartwień. Ma nadzinych rodziców i ... i nie jest chory. - No,lae chyba nie zapomniałaś naszego motta huh. ? 'Pozostań silny,aż do końca.' Nawet w chorobie powinnaśbyła pozostać silna i pozwolić Nam trochę się z Ciebie pośmiać. - patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Rodzice powiedzieli im,że miałam zapalenie płuc, gdyby tylko znali prawde ...
-No hey .. tylko żartowałem, na pewno wyglądałaś pieknie. -mimowolnie uśmiechnęłam się. Ale juz po chwili płakałam. Byłam w błędzie. Jeszcze nie pogodziłam sie z tym,że niedługo stracę to wszystko co mam.
-Kochanie co jest .? -Zapytał Matt i mocno mnie do siebie przytulił.
-To nie było zapalenie płuc.-spojrzałam na nich wszystkich przez załzawione oczy. Chciałam,żeby poznali prawdę zanim się od nich 'odetnę'. -Lekarze wykryli u mnie raka płuc.- mówiłam przez łzy.- Chemioterapie mi zbytnio nie pomagają. Nie pożyje zbyt długo. Ale te ostatnie tygodnie czy miesiące chciałam spędzić tak jak dawniej. Niestety nie da się. Nie potrafię. -otarłam policzki-Przepraszam,ale to już koniec. Poddaję się. Jestem zbyt słaba. Słabsza niż sądziłam. - przerwałam na chwilę- Chciałbym się tylko z Wami pożegnać. Proszę Was tylko o jedno. Przstańcie pić i palić. Nie chce,żeby spotkało Was to, co mi się przytrafiło. Po prostu zachowujcie się tak, jakby mnie już tutaj nie było. Nie chcę żebyście widzieli jak z dnia na dzień wyglądam coraz gorzej. Kocham Was. Dlatego odchodzę. Chcę żebyście taką mnie zapamiętali. Wiem,że gadam jak jakiś stary przynudzający człowiek,ale teraz na nic innego mnie nie stać.-Po tym całkowicie zalałam się łzami. - Pamiętajcie,że Was kocham i nie zapomnę o Was,aż do końca. Jesteście najlepsi.- to było ostatnie co udało mi się z siebie wykrztusić.
Potem od razu uciekłam od nich. Uciekłam jak jakiś tchórz. Dopiero w takich momentach życia jak ten widać kto jest naprawdę silny. Teraz widze,że to co robiłam, nie było odważne tylko głupie. żałuję tego. Ale sam żal niczego nie zmieni. Wyrok zapadł.
________________________________________________
Przepraszam,że dopiero teraz nowy,ale cały sierpień nie było mnie w domu. Teraz też jest u mnie kuzynka,ale udało mi się na szybko coś napisać. Mam nadzieję,że się podoba. ; ))
+Bardzo dziękuję Wam za komentarze pod poprzednim rozdziałem. To naprawdę pomaga w pisaniu, bo wiem,że ktoś to wgl czyta. Jeszcze raz DZIEKUJĘ .! ; **
Mam nadzieję,że rozdział się Wam podoba .;3
-Pozdrawiam, Ola. ;**
czwartek, 26 lipca 2012
Chapter First .
Stałam w kaftanie bezpieczeństwa na środku korytarza szpitalnego. Czułam jak moje bose stopy zamarzają. Usłyszałam czyjś płacz,który jakby wdzierał się do mojej mojej głowy, po czym rozrywał ją na strzępy. Prosiłam ludzi przechodzącym obok o pomoc, jednak oni byli głusi na moje prośby. Zaczęłam biec. Korytarz nie miał końca. Byłam już zmęczona, na dodatek wciąż miałam skrępowane ręce. Próbowałam rozwiązać kaftan lecz nie potrafiłam. Na biurku ujrzałam nóż. Podeszłam do niego i spróbowałam przeciąć ubranie z tyłu. W wyniku pocięłam sobie całe plecy. Krew leciała stróżkami. Poczułam się strasznie osłabiona. Podłogę zaczęła zalewać woda. Wystraszyłam się swojego odbicia. Byłam blada, miałam podkrążone oczy i roztrzepane włosy. Nie zdążyłam się sobie dobrze przyjrzeć,gdyż już za chwilę siedziałam w samochodzie. Miałam na sobie zwykłe ubrania, a odbicie w lusterku zupełnie nie przypominało tego w wodzie. Wpatrywałam się w siebie, kiedy samochód gwałtownie skręcił i wpadł do dużego zbiornika wodnego. Zdążyłam tylko otworzyć drzwi samochodu, jednak woda zaczęła już wypełniać moje płuca, a ja powoli opadłam na dno. Nagle znalazłam się ... właściwie nawet nie wiem gdzie. Wszędzie było ciemno. Podłoga zniknęła, a ja zaczęłam spadać. W postrachu chwyciłam się jakiejś krawędzi. Zauważyłam schody, więc zaczęłam po nich zbiegać. Coś goniło mnie. Widziałam tylko wielkie wyłupiaste oczy i dziwną substancję sciekającą z jego niekształtnego ciała. Byłam znowu ubrana w kaftan i poczułam krew na plecach. Spadłam, a potwór zbliżył się do mnie i otworzył swoją paszczę. Krzyknęłam ze strachu....
Obudziłam się z potem na czole i silnym bólem głowy. Rozejrzałam się ze strachem po pomieszczeniu. Byłam w sali szpitalnej. Na jednym z foteli spał Matt. Wyglądał słodko. Chciałam go zawołać, przytulić,poczuć się pewnie ... Niestety nie miałam na to siły. Bezradnie przychyliłam głowę na bok i wpatrywałam się w swojego chłopaka. Nie chciałam zasypiać. Bałam się,że ten okropny sen znowu wróci. Niestety nie wygrałam z przemęczeniem i już po chwili ponownie pogrążyłam się we śnie. Na szczęście tym razem nie było w nim nic dziwnego .
-Panno Steel, Panno Steel .. Słyszy mnie pani?-usłyszałam wołanie.- Przykro mi,ale to chyba jeszcze nie dzisiaj .- doktor po chwili odezwał się do kogoś. Szybko otworzyłam oczy, co okazało się niezbyt dobrym rozwiązanie. Ból głowy powrócił i w dodatku przez chwilę widziałam tylko ciemność. Później ujrzałam lekarza i twarz zmartwionej przyjaciółki. Uśmiechnęłam się. Bella podbiegła do mnie i przytuliła mnie z całej siły.
-Auu
-Przepraszam, przepraszam-mówiła przez łzy.-Po prostu tak się cieszę. Byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie. Przychodziłam do Ciebie codziennie,ale to nie to samo, co widzieć Cie taką ... żywą-wykrzyczała i ponownie się do mnie przytuliła.
-Co takiego .?! W jakiej śpiączce.? Właściwie to co się stało.?
-Nie pamiętasz?
-Ostatnie co pamiętam to ten incydent w barze, po którym straciłam przytomność.
-No właśnie. Przyjechaliśmy z Tobą do szpitala, to znaczy karetka Cię przywiozła,ale byliśmy cały czas z Tobą. Później lekarz powiedział,że musi Cię uśpić na pewien czas, żeby zrobić jakieś badania. No i wybudzali Cię już trzy dni po uśpieniu,ale ty nie otworzyłaś oczu .. tak się o Ciebie martwiliśmy... Matt był tutaj jeszcze godzinę temu,ale kazałam mu pójść do domu sie odświeżyć i przespać. Biedak Siedzi tutaj prawie cały czas.
-Widziałam go ..
-Co.?
- Obudziłam się ... niedawno, nie wiem godzinę, dwie temu. Spał na tamtym fotelu.-wskazałam palcem.-Nie wiedziałam co tutaj robię ... ale nie miałam na nic siły,więc ponownie zasnęłam. ... Ale dlaczego mnie uśpili,przecież takie omdlenia już mi się zdarzały ...
-I nie zgłosiła się pani do lekarza.?!-wtrącił się chyba oburzony lekarz, o którego obecności zdążyłam zapomnieć.
-Przecież to nic takiego...
-Takie coś może świadczyć o poważnej chorobie.
-A mi coś jest .?-lekarz zastanowił się przez chwile. Poczułam jak zalewa mnie fala gorąca. Mogę być chora.? Ta myśl była dla nie naprawdę przytłaczająca. Doktor poprosił Bella'ę o wyjście. Byłam przerażona.
-Nie wiem.
-Wow,ale pan delikatny-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Słuchaj po to wprowadziłem Cię w stan śpiączki,żeby wykonać te badania. Nie było innej opcji.
-Czy to niezbyt ryzykowne .?
-Ryzykowne i owszem,ale jak mówią .. jest ryzyko jest zabawa...zresztą ty chyba o tym wiesz... słyszałem,że lubisz imprezować.
-To nie to samo.
-A jednak. Wejście w stan śpiączki to tak jakby chwilowe uśpienie mózgu,za to spożywanie tak ogromnej ilości alkoholu to zabijanie siebie samego. Nadal jesteś pewna,że to ja bardziej ryzykowałem.?-nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pierwszy raz spotkałam takiego lekarza. Wyglądał na dwadzieścia parę lat ... ale gadkę miał niezłą.
-A więc co wyszło z badań .?
-Poczekamy na Twoich rodziców.A teraz muszę wykonać procedury związane z Twoim wybudzeniem.-Zaczął wykonywać różne rzeczy . Po chwili powiedział,że musi coś przynieść i wyszedł. Jednak zapomniał zabrać swojego notatnika. Sięgnięcie po niego wywołało wiele bólu,jednak to co było w nim zapisane wywołało ból,jakiego jeszcze nigdy przedtem nie czułam. Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Lekarz ponownie wszedł do mojej sali. Wystraszony spojrzał na mnie.
_____________________________________
Jest pierwszy rozdział. Przepraszam,że tak późno,ale jest stanowczo za gorąco,aby siedzieć w domu, dlatego tez nawet nie mam kiedy napisać rozdziału.;/ Drugi postaram się dodać jak najszybciej.
Mam nadzieję,że ten podoba Wam się.; )
p.s. zapraszam także na drugiego bloga http://anotherxlifexx.blogspot.com/
Ola. ;*
Obudziłam się z potem na czole i silnym bólem głowy. Rozejrzałam się ze strachem po pomieszczeniu. Byłam w sali szpitalnej. Na jednym z foteli spał Matt. Wyglądał słodko. Chciałam go zawołać, przytulić,poczuć się pewnie ... Niestety nie miałam na to siły. Bezradnie przychyliłam głowę na bok i wpatrywałam się w swojego chłopaka. Nie chciałam zasypiać. Bałam się,że ten okropny sen znowu wróci. Niestety nie wygrałam z przemęczeniem i już po chwili ponownie pogrążyłam się we śnie. Na szczęście tym razem nie było w nim nic dziwnego .
-Panno Steel, Panno Steel .. Słyszy mnie pani?-usłyszałam wołanie.- Przykro mi,ale to chyba jeszcze nie dzisiaj .- doktor po chwili odezwał się do kogoś. Szybko otworzyłam oczy, co okazało się niezbyt dobrym rozwiązanie. Ból głowy powrócił i w dodatku przez chwilę widziałam tylko ciemność. Później ujrzałam lekarza i twarz zmartwionej przyjaciółki. Uśmiechnęłam się. Bella podbiegła do mnie i przytuliła mnie z całej siły.
-Auu
-Przepraszam, przepraszam-mówiła przez łzy.-Po prostu tak się cieszę. Byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie. Przychodziłam do Ciebie codziennie,ale to nie to samo, co widzieć Cie taką ... żywą-wykrzyczała i ponownie się do mnie przytuliła.
-Co takiego .?! W jakiej śpiączce.? Właściwie to co się stało.?
-Nie pamiętasz?
-Ostatnie co pamiętam to ten incydent w barze, po którym straciłam przytomność.
-No właśnie. Przyjechaliśmy z Tobą do szpitala, to znaczy karetka Cię przywiozła,ale byliśmy cały czas z Tobą. Później lekarz powiedział,że musi Cię uśpić na pewien czas, żeby zrobić jakieś badania. No i wybudzali Cię już trzy dni po uśpieniu,ale ty nie otworzyłaś oczu .. tak się o Ciebie martwiliśmy... Matt był tutaj jeszcze godzinę temu,ale kazałam mu pójść do domu sie odświeżyć i przespać. Biedak Siedzi tutaj prawie cały czas.
-Widziałam go ..
-Co.?
- Obudziłam się ... niedawno, nie wiem godzinę, dwie temu. Spał na tamtym fotelu.-wskazałam palcem.-Nie wiedziałam co tutaj robię ... ale nie miałam na nic siły,więc ponownie zasnęłam. ... Ale dlaczego mnie uśpili,przecież takie omdlenia już mi się zdarzały ...
-I nie zgłosiła się pani do lekarza.?!-wtrącił się chyba oburzony lekarz, o którego obecności zdążyłam zapomnieć.
-Przecież to nic takiego...
-Takie coś może świadczyć o poważnej chorobie.
-A mi coś jest .?-lekarz zastanowił się przez chwile. Poczułam jak zalewa mnie fala gorąca. Mogę być chora.? Ta myśl była dla nie naprawdę przytłaczająca. Doktor poprosił Bella'ę o wyjście. Byłam przerażona.
-Nie wiem.
-Wow,ale pan delikatny-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Słuchaj po to wprowadziłem Cię w stan śpiączki,żeby wykonać te badania. Nie było innej opcji.
-Czy to niezbyt ryzykowne .?
-Ryzykowne i owszem,ale jak mówią .. jest ryzyko jest zabawa...zresztą ty chyba o tym wiesz... słyszałem,że lubisz imprezować.
-To nie to samo.
-A jednak. Wejście w stan śpiączki to tak jakby chwilowe uśpienie mózgu,za to spożywanie tak ogromnej ilości alkoholu to zabijanie siebie samego. Nadal jesteś pewna,że to ja bardziej ryzykowałem.?-nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pierwszy raz spotkałam takiego lekarza. Wyglądał na dwadzieścia parę lat ... ale gadkę miał niezłą.
-A więc co wyszło z badań .?
-Poczekamy na Twoich rodziców.A teraz muszę wykonać procedury związane z Twoim wybudzeniem.-Zaczął wykonywać różne rzeczy . Po chwili powiedział,że musi coś przynieść i wyszedł. Jednak zapomniał zabrać swojego notatnika. Sięgnięcie po niego wywołało wiele bólu,jednak to co było w nim zapisane wywołało ból,jakiego jeszcze nigdy przedtem nie czułam. Momentalnie w moich oczach pojawiły się łzy. Lekarz ponownie wszedł do mojej sali. Wystraszony spojrzał na mnie.
_____________________________________
Jest pierwszy rozdział. Przepraszam,że tak późno,ale jest stanowczo za gorąco,aby siedzieć w domu, dlatego tez nawet nie mam kiedy napisać rozdziału.;/ Drugi postaram się dodać jak najszybciej.
Mam nadzieję,że ten podoba Wam się.; )
p.s. zapraszam także na drugiego bloga http://anotherxlifexx.blogspot.com/
Ola. ;*
niedziela, 8 lipca 2012
Prologue .
-Oo Lexi, wymiękasz.?-z rozbawieniem w głosie zaśmiał się Nick, mój przyjaciel.
-Nicholasie, nie pamiętasz już naszego motta?- także zaśmiałam się. Podniosłam kieliszek ku górze.- Pozostań silny,aż do końca.-wypiłam do dna. W moje ślady poszli Matt, Nick i Bella. We czwórkę byliśmy zgrana paczką. Matt był moim chłopakiem, a Bella była z Nick'iem. Ten wieczór nie wyróżniał się od innych. Siedzieliśmy w barze całodobowym, piliśmy wszystko po kolei,a w nocy mieliśmy wrócić do swoich domów zupełnie najebani. No właśnie, mieliśmy. Nikt nie przypuszczał,że sprawy potoczą się zupełnie inaczej...
Kiedy już lekko szumiało nam w głowie Matt porwał mnie na parkiet. Nasi przyjaciele dołączyli do nas po kilku minutach. Nie był to duży lokal,ale oprócz nas było tam może pięć osób. W dodatku zamiast śmiać się i bawić opijali smutki w alkoholu. Jedynie nasza czwórka niczym się nie przejmowała. Na kilku metrach kwadratowych skakaliśmy, tańczyliśmy,śmialiśmy się z byle czego. Nie zwracaliśmy nawet uwagi na brak muzyki. Zabawa trwałaby dla nas zapewne do drugiej lub trzeciej w nocy, gdyby nie ten niefortunny wypadek. Po kilku głębszych ponownie zaczęliśmy tańczyć.Nagle zakręciło mi się w głowie, straciłam równowagę i upadłam. Ostatnie co pamiętam to tylko to, że barmanka ze strachem w głosie zawiadamiała pogotowie o moim wypadku, a Matt,Bella i Nick próbowali mi pomóc. Później była już tylko ciemność.
_______________________________________________________
Mam nadzieję,że spodoba Wam się nowa historia.
-Nicholasie, nie pamiętasz już naszego motta?- także zaśmiałam się. Podniosłam kieliszek ku górze.- Pozostań silny,aż do końca.-wypiłam do dna. W moje ślady poszli Matt, Nick i Bella. We czwórkę byliśmy zgrana paczką. Matt był moim chłopakiem, a Bella była z Nick'iem. Ten wieczór nie wyróżniał się od innych. Siedzieliśmy w barze całodobowym, piliśmy wszystko po kolei,a w nocy mieliśmy wrócić do swoich domów zupełnie najebani. No właśnie, mieliśmy. Nikt nie przypuszczał,że sprawy potoczą się zupełnie inaczej...
Kiedy już lekko szumiało nam w głowie Matt porwał mnie na parkiet. Nasi przyjaciele dołączyli do nas po kilku minutach. Nie był to duży lokal,ale oprócz nas było tam może pięć osób. W dodatku zamiast śmiać się i bawić opijali smutki w alkoholu. Jedynie nasza czwórka niczym się nie przejmowała. Na kilku metrach kwadratowych skakaliśmy, tańczyliśmy,śmialiśmy się z byle czego. Nie zwracaliśmy nawet uwagi na brak muzyki. Zabawa trwałaby dla nas zapewne do drugiej lub trzeciej w nocy, gdyby nie ten niefortunny wypadek. Po kilku głębszych ponownie zaczęliśmy tańczyć.Nagle zakręciło mi się w głowie, straciłam równowagę i upadłam. Ostatnie co pamiętam to tylko to, że barmanka ze strachem w głosie zawiadamiała pogotowie o moim wypadku, a Matt,Bella i Nick próbowali mi pomóc. Później była już tylko ciemność.
_______________________________________________________
Mam nadzieję,że spodoba Wam się nowa historia.
- pozdrawiam, Ola. ;3
P.S. Zapraszam także na mojego drugiego bloga. http://anotherxlifexx.blogspot.com/ . Opowiada o dziewczynie, która po wypadku, w którym zginęli jej 'przyjaciele' stara się dojść do siebie. Reszty dowiecie się czytając go .; )
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)