niedziela, 23 września 2012

Chapter Third.

Lexi
         
            Trzy godziny. Trzy godziny chodziłam po całym mieście bez celu. Wylałam z siebie litry łez. Byłam straszliwie zmęczona. Usiadłam na ławce w parku i przyglądałam się rzece,która płynęła na przeciw mnie. Kilkunastoosobowa grupa studentów poruszała się beztrosko kajakami po wodzie. Był to dość dziwny widok, o tej porze roku. Małe dzieci zbierały pożółkłe liście i rzucały je ku górze. Powtarzały tę czynność bez końca. Mężczyzna koło 50 uganiał się za swoim psem, rasy Lablador jeśli się nie mylę. Kobieta szła z wózkiem,w którym spał malutki chłopczyk. Na pomoście stała para staruszków ze swoimi wnukami. Karmili razem kaczki,których z minuty na minutę robiło się coraz więcej. Nic specjalnego. Zwykły krajobraz jesienny. Jednak inaczej go postrzegałam. Widziałam coś 'magicznego', coś innego w tych ludziach. Zazdrościłam tym małym dzieciaczkom, które beztrosko się bawiły. Nie miały żadnych problemów. Wydawały się być takie niewinne. Nie poznały jeszcze jakie na prawdę jest życie. Jakie okrutne potrafi być.
Para staruszków. Im także zazdrościłam. Dożyli spokojnej starości. Wychowali swoje dzieci,a teraz mogli patrzeć jak rosną ich wnuki. Byli szczęśliwi. Przeżyli,to co w życiu najważniejsze i teraz mogli odpoczywać bez zamartwiania się o swoją przyszłość. To wszystko dobijało mnie jeszcze bardziej. Jeszcze nigdy się tak nad sobą nie rozżalałam. Jeszcze nigdy tak nie doceniałam każdej minuty życia. Ale tez jeszcze nigdy nie spadł na mnie taki przytłaczający obowiązek. Obowiązek odpowiedniego pożgania się z bliskimi, pozostawienia części siebie, tutaj, na ziemi oraz najważniejszy, docenienie tych 17 lat życia.
          Oparłam łokcie na kolanach, a twarz zasłoniłam dłońmi. Teraz mogłam spokojnie płakać. Byłam pewna,że już nikt nie wystraszy się tuszu spływającego po moich policzkach.
          Poczułam jak ławka lekko drgnęła, a już po chwili czyjeś ramiona otaczały moje ciało. Byłam pewna,że to Matt. Bez zastanowienia wtuliłam się w niego. Pożegnanie z moimi przyjaciółmi i chłopakiem  w rzeczywistości będzie dużo trudniejsze niż w moich myślach.

Christian

        Zobaczyłem dziewczynę siedzącą na ławce. Miała twarz zakrytą dłońmi. Wyglądała jak ja, jeszcze kilka miesięcy temu. Zapewne dowiedziała się czegoś co teraz bardzo przeżywa. Znam ten ból. Ale teraz nauczyłem się,że życia nie należy marnować na takie błahostki. Należy z niego korzystać,tyle ile się da. Dlatego rzuciłem szkołę. I tak mi się na nic nie przyda. Już nie. Kiedyś chciałem być lekarzem. Dokładniej chirurgiem. Bardzo dobrze się uczyłem. Sam wyszukiwałem sobie dodatkowych informacji. To wszystko dla czystej satysfakcji,że jestem w czymś lepszy od innych. Taki mój urok. Wszystko zmieniło się jakiś rok temu, kiedy uległem wypadkowi samochodowemu. Ale nie warto wspominać tamtego dnia. Wspominać należy tylko to,co wywołuje uśmiech na naszej twarzy. Nauczyłem się tego od swojego psychologa. Podobno jest ze mnie dumny,ale domyślam się,że mówi tak każdemu,dla satysfakcji. Mniejsza o to ... Od tamtej pory zacząłem robić rzeczy, które zawsze mnie ciekawiły. Raz podciąłem sobie żyły. Nie chciałem się zabić. Nie. Chciałem tylko poczuć jak to jest, gdy krew wylewa się z ciebie. Niektórzy,a może raczej większość uważa mnie za psychola, ale .... Naprawdę nigdy nie zastanawialiście się jak to jest,kiedy ostra krawędź żyletki przecina komórki w Twoim ciele .? Jestem pewny,że tak ...
Skoczyłem też na bungee . Niesamowite uczucie. Tak, jakby wiatr chciał przedostać się w Twoje ciało. Polecam. Ciekaw tez jestem, jak to jest,gdy woda zalewa Twoje płuca. Tak jest myślę o utopieniu się. Ale jest jeszcze zbyt wiele rzeczy, które chcę zrobić,aby się zabijać. Może kiedyś ...

           Kiedy zobaczyłem tę brunetkę pierwsze,co pomyślałem to 'Pomóc jej'. 'Za wszelką cenę pomóc jej  cieszyć się życiem.' Bez zastanowienia rozpocząłem swój plan. Właściwie to nie miałem żadnego planu. Po prostu podszedłem do niej i ją przytuliłem. Chyba jej się spodobało,bo odwzajemniła mój uścisk. Ujrzałem smugi tuszu na jej policzkach. Roześmiałem się. Wtedy spojrzała na mnie swoimi dużymi,niebieskimi oczami i szybko odskoczyła ode mnie.
-Kim ty w ogóle jesteś.?!-wykrzyknęła do mnie.
-Nie bój się. Chcę CI pomóc.
-Matt Cie tu przysłał.? Nick .? A może Bella.?
-O kim tu mówisz.? Przechodziłem obok, zobaczyłem,że płaczesz,więc chciałem pomóc.
-Jesteś jakimś psycholem czy coś.? Bo nikt normalny nie podchodzi do nieznajomych i ich nie przytula.!
-A niektórzy tak o mnie myślą. Ale mi to nie przeszkadza. Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż przejmować się opinią innych.
-Chyba muszę zacząć stosować się do Twojej zasady ...-spuściła wzrok.
-Chyba tak ... Jeżeli ktoś Cie teraz zobaczy na pewno się wystraszy ...-wyjąłem chusteczkę z kieszeni.-masz. Wytrzyj się.
-Dzięki-wzięła i zaczęła wycierać swoje policzki.-Tak apropo to jestem Lexi.-wyciągnęła rękę w moją stronę.
-Christian ... ale wszyscy mówią na mnie Chris. Miło mi Cię poznać.-uśmiechnąłem się do niej i uścisnąłem jej rękę.
-Nie powinieneś być teraz w szkole .?-zagadnęła
-Powinienem.A ty nie powinnaś być teraz w szkole .?
-Powinnam.
-Woow,ale z Ciebie niegrzeczna dziewczynka.-roześmiała się- jeej w końcu zobaczyłem Twój uśmiech-uniosłem ręce w geście zwycięstwa, na co Lexi odpowiedziała jeszcze szerszym uśmiechem. Swoją drogą był bardzo ładny. Taki...szczery.-Skoro obydwoje nie jesteśmy tam,gdzie powinniśmy być to może przejdziemy się, huh .?
-A czemu nie.-wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę rzeki.
-Więc gadaj,który to.
-Słucham.?
-Gadaj,który złamał CI serce,że aż przez niego płakałaś i w dodatku zwiałaś z lekcji.
-Nie chodzi o złamane serce.
-A więc o co.?-dziewczyna,nie odpowiedziała tylko wpatrywała się w przejrzystą rzekę.-Przepraszam. Nie powinienem --
-Nie... wszystko w porządku. Po prostu to spadło na mnie, tak z dnia na dzień ...
-Rozumiem Cię. nie musisz mówić jeżeli nie chcesz.
-Wątpię czy rozumiesz. Ty się nie dowiedziałeś o tym,że masz raka.
-Och...przykro mi.
-Tsaa mi też....
-Co powiesz na lody.?
-O tej porze roku.?
-A kto powiedział,że nie. Poza tym... zasady są po to,żeby je łamać. Zresztą dobrze o tym wiesz.-uśmiechnąłem się łobuzersko, na co ona odpowiedziała swoim przeuroczym uśmiechem.

Lexi

              Poszliśmy z Chrisem na lody, potem zabrał mnie na dach jakiegoś wieżowca. Rosło na nim pełno przeróżnych roślin. Tak jest, rośliny na dachu. Brzmi dziwnie,ale widok jest nieziemski. Cały czas rozmawialiśmy. nawet przez moment nie zabrakło nam tematów. Czułam się jakbym znała go od zawsze. No i dzięki niemu uśmiechnęłam się pierwszy raz od czasu, kiedy dowiedziałam się o swojej chorobie. Szczerze .? Przy nim śmiałam się cały czas. To niesamowity chłopak. Otwarty,a mimo to pełen tajemnic. Niestety rodzice zadzwonili po mnie i szybko wróciłam do domu. Zapomniałam wziąć od niego numer telefonu. Jednak nie tracę nadzieje,że kiedyś go jeszcze spotkam. Chris nauczył mnie,że zawsze warto jest mieć nadzieje i,że trzeba się cieszyć nawet tymi drobnymi rzeczami. To dziwnie brzmi,ale to prawda. Jest taki pełen życia. Nie wiem skąd czerpie energię,ale jest naprawdę niesamowity. 
         Rodzice nieźle się wkurzyli za moją ucieczkę ze szpitala. Ale chyba udało mi się ich namówić na pozostanie w domu. Jeszcze nic im nie wspomniałam o tym,że chcę odstawić chemioterapię. Dowiedzą się tego w swoim czasie. Chris mnie popiera. uważa,że powinniśmy sami dokonywać swoich wyborów. Swoją drogą to nieźle pokręcony gość. Opowiadał mi, jak w czasie zimy rozłamał lód w ich basenie i wskoczył do niego, bo taką miał ochotę. Później chorował przez następne dwa tygodnie. On nie traci życia na coś,co nie jest mu potrzebne do szczęścia. Robi to, co chce, nie myśląc o konsekwencjach. Od dzisiaj to on jest moim idolem.
       Wieczorem odpisałam na sms'y Bell'i Nick'a I Matt'a. Poinformowałam ich,że wszystko okey. Obiecałam,że jutro przyjdę do szkoły. Zrobię to. Czuję się tak,jakby Chris przekazał mi kawałek swojego optymizmu. Znam go od jakiś 5 godzin, a już uwielbiam.
       Po przejrzeniu facebook'a , twitter'a i innych stron (byłam odcięta od internetu przez dwa tygodnie) położyłam się spać. Byłam z siebie dumna. Pierwsza noc w czasie, której nie płakałam i nie zanosi się na to,że będę płakała. A wszystko dzięki Chris'owi.
Zasnęłam z nadzieją na ponowne spotkanie z nim.

______________________________________________________
A więc kolejny rozdział. W końcu udało mi się napisać coś dłuższego .:D Wiem,że długo nie było i przepraszam.Ale najpierw chciałam dodać rozdział na Another Life . Postaram się dodawać rozdziały w każdy weekend,ale nie obiecuję,że tak będzie.
Dziękuję bardzo za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem .;** Cieszę się,że ktoś to czyta i w dodatku podoba Wam się. ;*
Ten rozdział chcę zadedykować kochanej Paulinie ;3 (Zapraszam też na jej blogi. Są naprawdę niesamowite.!)
Mam mieszane uczucia co do tego rozdziału. Bardzo chciałabym poznać Wasza opinię ; >
Więc miłego czytania .Hope You Like It .;**
-Ola. ;3

5 komentarzy:

  1. Booooniuu, bardzo mi się podoba, najbardziej Chris :D xD I w końcu nie płacze x D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeboski rozdział <3 Mmm,już uwielbiam Chrisa :D Chciałabym kogoś takiego spotkać na mojej drodze xD No i dobrze,że dodałaś ten rozdział,bo miałam zamiar krzyczeć za jego brak ;P Czekam na następny <3
    Oh,dziękuję kochana <3 Ej,to nie moje blogi są niesamowite,tylko twoje :D I nawet się tego nie wypieraj! ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. cześć :) na moim blogu pojawił się 2 rozdział i mam nadzieję, że on ciebie zainteresuje. liczymy na szczere komentarze i dużą liczbę wejść oraz obserwujących. http://beautiful-famous-and-rich.blogspot.com/ - jenny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. podziwiam dziewczynę, że się gorzej nie zachowała gdy zobaczyła nieznajomego chłopaka, który ją przytula xD ale faktycznie Chris to dość zakręcony chłopak;d ale to bardzo fajnie;p

    www.grito-fuerte.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawie, ciekawie ;] Bardzo podoba mi się grafika twojego bloga. Zapraszam również do mnie, pojawił się nowy post.

    OdpowiedzUsuń