poniedziałek, 26 listopada 2012

Chapter Sixth.

             -Nie dość,że jest mi cholernie zimno to jeszcze czuję,że moje serce wariuje. Nawet nie wiesz jak ja się o Ciebie bałam ty idioto.!- krzyczałam na Chris'a, a  on tylko patrzył na drogę z lekkim uśmieszkiem. Jechaliśmy z powrotem do Londynu.
-Lexi wyluzuj ... przecież mówiłem Ci,że życie jest za krótkie żeby się czymkolwiek przejmować. Właśnie Ci to pokazałem. Po co tak się zamartwiasz ? Przecież nic mi się nie stało. Za to ty prawie zeszłaś na zawał.
-Nigdy więcej tego nie rób rozumiesz.?!-nadal na niego krzyczałam, dokładnie akcentując każde słowo.
-Przyjdzie odpowiedni czas, a w tedy mnie zrozumiesz.
-Nie zrozumiem Cię Chris.! Ciebie nie da się zrozumieć. Żaden normalny człowiek się tak nie zachowuje.!-dopiero po wypowiedzeniu tych słów przemyślałam je. Zrozumiałam,że mogły urazić Chris'a. Ale było już za późno na zatrzymanie ich dla siebie.
-Wszyscy myślą tak jak ty. Sądziłem,że jesteś inna. I jesteś. Wiem to. Po prostu jeszcze nie zeszła z Ciebie szara codzienność.
-Zaczynam się Ciebie bać.! Jestem jakimś psycholem,czy co.?!-samochód gwałtownie zahamował. Chris powoli odwrócił głowę w moją stronę. Czułam,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
-Powiem Ci tylko jedno. Póki co, znasz moje imię, nie historię. Tak na prawdę nikt jej nie zna. Może poza moimi rodzicami. Ale mimo to, oni też uważają mnie za wariata. Nie chce się nad sobą użalać... Kiedyś byłem taki jak ty ... Może nawet gorszy. Kujon. Przerwy spędzałem z książkami. Aż do czasu. Do czasu śmierci pewnej osoby. To zmieniło mój punkt widzenia. Zrozumiałem,że może mi nie starczyć czasu. Że życie jest może krótsze niż mi się wydaje. Nurtowało mnie pytanie 'A co jeśli umrę młodo?. Co jeśli nie zrobię tych rzeczy, o których tyle czytałem?'. Zostawiłem książki i zacząłem robić co chcę. Od tamtego czasu moje życie jest dla mnie najważniejsze, mimo,że Tobie wydaje się inaczej.-nastała dziwna cisza. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Miał rację. Nie znałam go. Za to on o mnie wiedział już bardzo wiele. Po chwili Chris włączył silnik i ruszyliśmy w dalszą trasę.

            -Wyglądasz jak trup.-Nick podszedł do mnie, gdy wyciągałam książki ze szkolnej szafki. Spojrzałam na niego posępnie. Takie żarty mnie nie bawiły.
-Przepraszam. Nie to miałem na myśli.-powiedział zmieszany-Po prostu jesteś blada jak ści--
-Aaapsik.! Przepraszam ... 
-Własnie o tym mówiłem...
-Wczoraj miałam zimną kąpiel...
-Może więcej wyjaśnień .?-mieliśmy za kilka minut zacząć lekcje, dlatego ruszyliśmy w stronę klasy.
-Pamiętasz jak mówiłam Wam o Chris'ie .? No .. to wczoraj pokazał mi część ..swojego życia,że tak powiem..
-Priorytetem w jego życiu jest kąpiel w lodowatej wodzie. Pozdro.
-Nie znasz go więc proszę, przymknij się.
-A może czas,żeby go poznał huh . ?W końcu jestem Twoim przyjacielem...
-Kogo niby chcesz poznać .?-dołączył się do nas Matt.
-Tego nowego znajomego Lexi
-Też z chęcią bym go poznał. Tym bardziej,że to chyba nie taki zwykły znajomy skoro spędzasz z nim całe dnie,a  nas olewasz...
-O co Ci chodzi. ?- zapytałam zdezorientowana. Matt spojrzał na Nick'a .-Możesz Nas na chwilę...
-Aaa, Okey - rzucił niechętnie -Zobaczymy się w klasie.- Machnął ręką i odszedł. Cały czas wyczekującym wzrokiem wpatrywałam się w swojego chłopaka.
-Możesz mi wytłumaczyć o co Ci chodziło.? Za chwilę rozpoczynam zajęcia...
-Wiem o Tobie i o tym całym Chris'ie. po prostu miałem nadzieję,że będziesz na tyle odważa,że powiesz mi o tym w twarz, a nie --
-Że co, przepraszam .?!
-Byłem wczoraj u Ciebie. Twoi rodzice powiedzieli,że pojechałaś z nim i wrócisz późno. To chyba jednoznaczna sytuacja, nie. ?
-Nie.! Chris to mój znajomy.To Ciebie kocham rozumiesz. ? Tylko Ciebie.
-Lexi proszę...
-O co mnie prosisz . ?Żebym przyznała się do czegoś co nie istnieje.?! Przepraszam,ale się nie doczekasz. A teraz wybacz,ale mam lekcje.-wyminęłam go odeszłam od niego szybkim krokiem. Nigdy nie pomyślałabym,że Matt posądzi mnie o zdradę.

                 Ledwie weszłam do klasy,a  już po chwili zadzwonił dzwonek. Nauczycielka jak zwykle przyszła spóźniona. W ręku trzymała plik kartek.
-Za chwile rozdam Wam testy, o których mówiłam tydzień temu- przywitała się z nami.
Otworzyłam pospiesznie książkę w celu nauczenia się,ale już po chwili moje chęci zniknęły. Już nie raz pisałam sprawdzian nie ucząc się do niego ... Nagle w całej klasie rozległ się dźwięk mojego dzwonka. Nauczycielka spojrzała na mnie posępnie.
-Przepraszam.-powiedziałam lekko zmieszana i odrzuciłam połączenie. Po chwili na ekranie wyświetliło się ; 'Jedno nieodebrane połączenie od  : Chris ' Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Złość na niego przeszłą mi bardzo szybko. To typ człowieka, na którego nie można długo się gniewać. Wyciszyłam telefon i schowałam to kieszeni. Pani Sprout rozdała testy. Już po przeczytaniu pierwszego zadania załamałam się. Ominęłam tę trudniejszą część i zabrałam się za zadania pisemne, które jako jedyne wychodziły mi dobrze. Minęło może 10 minut, gdy telefon nagle zawibrował w mojej kieszeni. Wyciągnęłam go nieprzyłapana przez nikogo  i odczytałam wiadomość. 'Za 20 minut, tam gdzie zawsze.? - Chris' . Nie zastanawiałam się zbyt długo nad odpowiedzią. 'Tak'. Wysłałam wiadomość chłopakowi, po czym bez zastanowienia zaczęłam zaznaczać odpowiedzi na chybił trafił.Wstałam i oddałam test nauczycielce, która wlepiła we mnie swoje wielkie oczy i patrzyła ze zdziwieniem.
-Taak... wie pani, jest sprawa. Nie czuję się zbyt dobrze, dlatego lepiej będzie, jak pójdę już do domu. Do widzenia.- nie czekając na odpowiedź wybiegłam za drzwi. Zostawiłam książki w mojej szafce i udałam się wprost do parku.

                Chris czekał już na mnie. NA tej samej ławce, co zwykle. Można by ją uznać za naszą ławkę .... Trochę dziwnie to brzmi. W końcu nie jesteśmy parą, znamy się zaledwie tydzień,a już mamy swoje miejsce . A co jeśli zarzuty Matt'a nie były bezpodstawne ?  Nie miałam jednak czasu na dłuższe rozmyślanie. Chłopak zobaczył,jak się zbliżam i podbiegł do mnie z pęczkiem kwiatów w ręku.
-Proszę.-podał mi je.
-Dziękuję ... - wzięłam podarunek od niego. Wciągnęłam głęboko powietrze. Mimo,że zapach wydzielany przez kwiaty był bardzo słabo wyczuwalny to pachniał naprawdę niesamowicie. Nastała chwila milczenia.
-Okeey..To może dziwnie zabrzmi,ale ... Wyrwałeś mnie z lekcji tylko po to,żeby dać mi te kwiatki .?
-Nie... Nie tylko...-chłopak uśmiechnął się. Ale to nie był zwykły uśmiech. Bynajmniej nie dla mnie. Przez ten uśmiech poczułam się jak jakaś mała dziewczynka, która zupełnie nie zna świata, nie wie jak żyć.
-A tak poza tym to to nie są jakieśtam kwiatki.-wyszczerzył się do mnie. Tyle,że tym razem poczułam, jakby to on był małym chłopcem dumnym z wykonania jakiejś pracy.-To bratki.
-Hmm.. I tutaj Cie zaskoczę.... wiedziałam to.!-wypowiedziałam ze śmiechem
-A więc muszę Ci powiedzieć,że zszokowałaś mnie.!- nadal się śmiał.-Ale chodziło mi raczej o znaczenie bratków.
-Hmm...a więc co oznaczają?
-Przyjaźń i harmonię między nami, mój respekt do Ciebie.. tak, to chyba wszystko
-Ciesze się ... Że poznałam Cię.
-Też się cieszę. .... a teraz masz ochotę na następną 'niebezpieczną' przygodę ? - zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem na ustach. Chciałam się zgodzić. I to bardzo. Mimo tego strachu,strasznie fajnie jest poczuć adrenalinę w żyłach. Chociażby i przez chwilę. Ale dobrze wiedziałam co muszę zrobić najpierw. Kiedy Chris dał mi te kwiatki zrozumiałam,że Matt miał powody,aby być zazdrosnym. A  nie chcę go stracić przez nieporozumienie. Nie teraz, kiedy zostało mi już tak mało życia ...
Chyba za długo zwlekałam z odpowiedzią, gdyż Chris złapał mnie za rękę i pociągnął, chcąc mi przekazać,abym za nim szła. Jednak ja zatrzymałam się w półkroku.
-Chris... uwierz chciałabym. Bardzo. Bo pomimo,że wczoraj na ciebie krzyczałam,że to było nierozsądne i wgl to... to był to jeden z najlepszych rzeczy zrobionych przeze mnie w całym moim życiu. Chciałabym przeżyć jeszcze raz coś takiego,ale muszę pogadać z Matt'em. Wytworzyło się między nami pewne nieporozumienie i ...
-Spokojnie Lexi... To nie jest żadna spowiedź czy coś...
-Nie o to chodzi. Nie chciałabym, żebyś zrozumiała mnie źle .
-Okey, Lexi, serio. Kapuje. Jesteście z Matt'em i zależy Wam na sobie. To twój chłopak. Nie musisz się tłumaczyć. -nastała krótka przerwa.- Zresztą i tak pewnie nie masz prawo jazdy na motor, nie .?-wybuchnął śmiechem, na co ja odpowiedziałam tak samo.
-Motor ? Serio ? Powiem Ci tylko,że spędzanie z Tobą czasu nie może być nudne.
-Nie narzekam na moc wrażeń,że tak powiem .. - znowu się uśmiechnął.- A teraz już leć. Wyjaśnij swojemu chłopakowi,że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Dzięki. Jesteś  ko--  -urwałam nagle słowo.- skąd wiesz,że akurat o to chodzi?-zapytałam trochę wystraszona.
-Proszę Cię ... O co innego mielibyście się kłócić ? On wie,że jesteś chora i nie chce Ci sprawiać przykrości..zresztą spędzasz tyle czasu ze mną,że na jego miejscu też byłbym zazdrosny. Źle mówię ?-zamiast odpowiedzi usłyszał tylko moje głębokie westchnięcie. Chyba nie powinnam była się na niego wkurzać. Raczej cieszyć,że powiedział mi to wprost.
-Podwieźć Cię do szkoły?
-A byłbyś tak miły .? - zrobiłam minę typu oczka kota ze 'Shrek'a' ,ale chyba coś mi nie wyszła bo w odpowiedzi zamiast usłyszeć 'Awww'  słychać było tylko śmiech Chris'a.
Jego auto było zaparkowane przy najbliższej ulicy,dlatego dojście do niego zabrało nam tylko parę minut. Podczas jazdy chłopak radził mi jak się mam zachować podczas rozmowy z Matt'em. Dziwnie było słuchać jego rad. Prawdziwych rad. Po raz pierwszy miałam świadomość,że słowa Chris'a mogą być dla mnie naprawdę przydatne.Chłonęłam każde zdanie i starałam się je zapamiętać. W końcu co chłopak,to chłopak.

             Kiedy podjechaliśmy pod szkołę trwała akurat przerwa, za którą dziękowałam Bogu. Zauważyłam Matt'a siedzącego na ła ławce na dziedzińcu szkoły. Chris zatrzymał auto,a ja szybko z niego wyskoczyłam i ruszyłam w stronę swojego chłopaka.
-Lexi.!-usłyszałam za sobą głos przyjaciela. Odwróciłam gwałtownie głowę.
-Huh?
-Powodzenia.!
-Dzięki.!-odpowiedziałam z uśmiechem.Chłopak odjechał.
            Mimo porad Chris'a cała się trzęsłam. Cholernie bałam się tej rozmowy. Sęk w tym,że nic złego nie zrobiłam, więc czego miałabym się niby bać. Ponownie zwróciłam się w stronę Matt'a. Niestety jego nie było już na tym samym miejscu co poprzednio. Zatrzymałam się i zaczęłam rozglądać się wokoło. Kiedy robiłam obrót po raz trzeci serce mocno mi waliło. W końcu dostrzegłam go po drugiej stronie parkingu.Wsiadał do swojego auta. Chciałam biec,ale i tak nie miałam już szans go dogonić. Na szczęście,aby wyjechać będzie musiał mnie minąć. Jechał dość szybko. Kiedy przejeżdżał koło mnie podbiegłam do samochodu i zastukałam w szybę. On tylko spojrzał na mnie posępnie i ruszył dalej. Machnęłam bezradnie rękoma. Stałam na środku drogi. Nie miałam pojęcia co robić, gdzie iść. Straciłam panowanie w całym ciele. Czułam się bezradna. Czemu ? Nie mam pojęcia. W końcu już nie raz mieliśmy kłótnie ... Choroba naprawdę,aż tak mnie zmieniła.? A przecież obiecałam sobie,że będę się zachowywać, jak dawniej .. Nie słyszałam nic dookoła. No dobrze, skłamałam. Usłyszałam głośne krzyki i głos,który wołałam moje imię. Zdezorientowana odwróciłam się. I wtedy poczułam mocne pchnięcie w brzuch. Ostatnie co pamiętam to okropny ból w brzuchu i  walnięcie głową o asfalt.

_______________________________________________________
 Zaczynam 'przemowę',jak zwykle-od przeprosin. Strasznie długo nie było nowego,ale cóż .. wymówka wciąż jedna i ta sama- szkoła. Niestety druga gimnazjum to nie to samo co pierwsza.; ( Strasznie dużo testów,kartkówek,rozprawek i innych pierdół...Nie mam czasu na pisanie .;/ Ale dzisiaj przysiadłam sie i zmusiłam do napisania. Mam nadzieję,że rozdział nie jest nudny...za błędy przepraszam,ale już nie mam siły czytać i poprawiać  . ; /  To do następnego . ;**
-Ola. ;3

2 komentarze:

  1. hahaha, ale ją nastraszył xDD
    Pewnie będzie chora lol
    CO TO MA BYĆ ZA KOŃCÓWKA, CO? HANDKNVFND, jakiś zamach? xD lol hahah

    OdpowiedzUsuń
  2. HAHA JA TEŻ ZAWSZE ZACZYNAM PRZEMOWĘ Z PRZEPROSINAMI :d HAHA TAK BYWA. ;) FAJNEGO MASZ TEGO BLOGA, WCZYTAM SIĘ NA PEWNO! ;)

    OdpowiedzUsuń